Biegający astronom

pilski

Andrzej Pilski z Fromborka chodzi i biega boso, jak sam mówi od zawsze. Kiedyś było dość powszechne, gdy latem można było spotkać dzieci bez obuwia na stopach.

  – Później byłem przeświadczony, że dorosłym nie wypada, więc boso chodziłem tylko poza miastem – mówi. – Gdy jednak usłyszałem w radiowej Trójce, że jest grupa osób, które spacerują bez butów po Warszawie, uznałem, że ja też mogę. Spotkaliśmy się zresztą kiedyś na wspólnym marszu boso od Starego Miasta przez Krakowskie Przedmieście i Nowy Świat.

8 lat temu znajomy, który też chodzi na bosaka, zachęcił go do biegania. Obaj są w podobnym wieku, więc Pan Andrzej uznał, że skoro kolega może, to on też spróbuje. W drodze do obserwatorium astronomicznego we Fromborku, gdzie pracował (obecnie Park Astronomiczny), przez część trasy próbował biec. I okazało się, że taki systematyczny trening pozwalał mu na pokonywanie coraz dłuższych odcinków bez zadyszki i przechodzenia do marszu.

Andrzej Pilski szczególnie polubił biegi w ramach parkrun. Odkrył je dzięki angielskiemu, bosemu biegaczowi. Gdy poczuł się już mocny kondycyjnie postanowił wystartować w biegu grupowym. Parkrun okazał się do tego idealny.

  – Nie ma tam presji na wynik, medali, podium, wpisowego, chociaż wyniki są rejestrowane i każdy może obserwować swoje postępy, jeśli chce – mówi. – Systematyczne bieganie w każdą sobotę sprawia, że szybko stajemy się grupą dobrych znajomych. Każdy może też zostać wolontariuszem organizującym bieg, więc można, biegać i pomagać biegać innym. Mam na koncie 237 biegów w 35 lokalizacjach w Polsce i w UK oraz 37 wolontariatów.

 

Po prostu pasja

Andrzej Pilski ma 72 lata. Do emerytury przez 40 lat pracował najpierw w ówczesnym Planetarium Lotów Kosmicznych w Olsztynie, a potem w Planetarium Muzeum Mikołaja Kopernika we Fromborku. Przez większą część czasu piastował funkcję kierownika. Obecnie pracuje na pół etatu w olsztyńskim Planetarium, bo skusiła go możliwość obcowania z nowoczesną aparaturą, w którą wyposażona jest ta placówka. Daje to znacznie większe możliwości popularyzacji astronomii niż klasyczne, optyczne.

Pan Andrzej nie ma planu treningowego. Specjalnie przygotowywał się tylko do maratonu w Gdańsku. Teraz po prostu biega. Ostatnio sporo, bo skusił go udział w wyzwaniu, by podczas 17 dni Igrzysk Olimpijskich w Tokio przebiec po 10 km dziennie. Biega gdzie się da, chociaż po swoich zwykłych trasach w lesie już nie, gdyż wysypano tam tłuczeń, który rani bose stopy. Wczesnym rankiem przemierza ulice Fromborka, bo wtedy ruch jest nikły.

 

Biegowe przygody

Jednym z niezapomnianych biegów był dla Pana Andrzeja półmaraton Robin Hooda w Nottinhgham. Zupełnie inaczej wyobrażał sobie to miejsce czytając legendy. Gdy zobaczył podbieg obok zamku szeryfa Nottingham, gdzie stoi statua Robin Hooda, myślał, że będzie trudno. Jednak jak sam twierdzi, w UK większość biegaczy się nie spieszy i udało mu się uplasować w środku stawki. Startował także w Camelot Challenge. To przełajowy półmaraton prowadzący przez domniemane miejsce, gdzie stał gród króla Artura.

 – Wdrapując się na wzgórze Camelot wyobraziłem sobie rycerzy, którzy musieli je atakować – wspomina. – Przed jednym z najbardziej stromych podbiegów była umieszczona kartka z motywującym napisem „to tylko pagórek”. Inne natomiast oznajmiały: „pamiętaj o ciastkach”. Na mecie bowiem czekały góry ciast przygotowanych dla biegaczy przez mieszkańców niedużej wsi, gdzie bieg był organizowany.

Ostatnio Andrzejowi Pilskiemu spodobały się biegi wirtualne. Sam wybiera porę, trasę i rywalizuje tylko ze sobą. Kiedy brakuje mu biegania z innymi, to wybiera się na parkrun do Elbląga.

 

Poznaj biegaczki i biegaczy, o których piszemy na naszym portalu

Share on facebook
Udostępnij
Share on twitter
Tweetnij
Share on linkedin
Udostępnij