Biegający fotograf

biegający fotograf

Mariusz Włoch z Wieliczki będąc jeszcze uczniem i reprezentując swoją szkołę podczas zawodów na dystansie 1000 m odbywających się na krakowskich Błoniach, zajął drugie miejsce. Wtedy właśnie wypatrzył go trener WKS Wawel i zaproponował mu treningi w swoim klubie. Mariusz przystał na to, jednak jego “kariera” biegacza nie trwała zbyt długo. W pewnym momencie postanowił bowiem przerzucić się na rower. Do biegania wrócił dopiero po szesnastu latach za sprawą swojej żony, która uprawiała tę aktywność. Poczuł, że też chce to robić. Trenował więc, startował w zawodach, a medale jakie z nich przywoził dawały mu dużą dawkę motywacji, żeby wciąż chcieć więcej. Polubił to i gdy urodził mu się drugi syn Wiktor, to biegał pchając wózek z nim w środku.   

 

Mariusz jest kierownikiem warsztatu w lakierni proszkowej. Natomiast pięć lat temu zainteresował się fotografią, która stała się jego pasją. Robi to dla siebie, żeby mieć pamiątkę po różnych wydarzeniach. Często też fotografuje biegaczy biorących udział w różnych zawodach. Założył profil na Facebooku o nazwie “Mariusz Włoch – Biegający Fotograf”, żeby tam właśnie publikować albumy ze zdjęciami z biegów. Chciał też podkreślić, że jest biegaczem, który nie tylko startuje w zawodach, ale również relacjonuje ich przebieg. Pokazuje emocje zawodników, jakie im towarzyszą, tak by każdy zawodnik miał od niego pamiątkę. Fotografuje również różne imprezy, ulice, ludzi, przyrodę.

 

– Często po zawodach bardzo długo czeka się na relację fotograficzną – mówi. – Jestem biegaczem, więc wiem co to znaczy. Szczególnie kiedy ktoś startuje pierwszy raz, to chce jak najszybciej zobaczyć jak wyglądał. Niestety najpierw najczęściej publikowane są zdjęcia elity. Czasami “załapać się” się na fotkę graniczy z cudem. Ja właśnie czekam na takie osoby. Potem niestety nie każdy docenia moją pracę, pobiera zdjęcia często bez słowa “dziękuję”. Staram się jednak nie zwracać na to uwagi, chociaż każdy “lajk” oraz komentarz, to dla mnie satysfakcja i dodatkowa motywacja.  

 

Kiedyś przed zawodami, w których brał udział razem z żoną, okazało się, że nie wziął butów biegowych. Jednak nie przejmował się tym bardzo, ponieważ miał ze sobą aparat fotograficzny i cieszył się, że przynajmniej powstanie nowa galeria zdjęciowa.

 

W pewnym momencie Mariusz miał krótką przerwę od biegania, jednak właśnie do niego powrócił. To uważa za swój sukces. Bardzo dużą inspiracją i motywacją jest dla niego żona, która trenuje systematycznie. Cieszy się też z każdego ukończonego biegu podczas startów w zawodach. Lubi wtedy spotykać się ze znajomymi i wspólnie dzielić się z nimi swoją pasją. W swoim najlepszym roku wziął udział w piętnastu półmaratonach w różnych częściach kraju, a także kilkudziesięciu biegach na dystansach od pięciu do dziesięciu kilometrów z przewagą tych drugich. Wcześniej najbardziej lubił właśnie uliczne “połówki”. Jednak kiedy pierwszy raz wziął udział w organizowanym w ramach Festiwalu Biegów w Krynicy Run Runku (ok. 22 km), to zakochał się w biegach górskich. Za klimat, widoki, trasy, spokój i ciszę. Zauważył też, że jego stawy mniej odczuwają trudy takiego biegu, niż gdy startował w zawodach, gdzie trasa wiodła po asfalcie.

    

Mariusz często bierze udział w parkrunie odbywającym się w Puszczy Niepołomickiej. Jego trasę przebiegł już kilkukrotnie i 25 razy był wolontariuszem, jako fotograf. Poza tym lubi tam trenować, a także na Bulwarach Wiślanych w Krakowie. Marzy o starcie w biegu górskim na dystansie 100 km oraz żeby w górach móc częściej trenować razem z żoną.  

 

– Sport to zdrowie, fajna odskocznia od codzienności, obowiązków, pracy – przekonuje. – Pomaga utrzymać kondycję. Jeśli np. mam do przejścia 3 kilometry, to tylko się uśmiecham, bo ta odległość dzięki treningom nie robi na mnie wrażenia. Bieganie polecam każdemu. Cieszę się, że biegam z żoną, bo kiedy czasami wracam z pracy i nie chce mi się iść na trening, to ona mnie motywuje.

Share on facebook
Udostępnij
Share on twitter
Tweetnij
Share on linkedin
Udostępnij