Biegający Roślinożerca

biegający roslinożerca

Brak ruchu, przybieranie na wadze, a także rozleniwienie – takie niekorzystne elementy często są przyczynkiem do zmian. W przypadku Michała Mirkowskiego pojawiła się też stagnacja i apatia. Kupowanie ubrań w coraz większych rozmiarach oraz zadyszka przy wchodzeniu po schodach, a nawet problem z wiązaniem sznurówek w butach, to wszystko skłoniło tego wówczas 30-letniego mieszkańca Grójca do rozpoczęcia przygody z bieganiem. Od tamtej pory, a minęło już 10 lat, wziął udział w wielu zawodach, nawet rangi mistrzostw Polski.

 

Przed pandemią koronawirusa Michał startował  głównie w ulicznych biegach masowych, a jego ulubionym dystansem był półmaraton. Do swoich najważniejszych osiągnięć zalicza złamanie granicy trzech godzin w maratonie (2:57:24), zajęcie 15 miejsca open w Mistrzostwach Polski na dystansie 100 km (czas 09:03:56) oraz drugiej lokaty w II Supraskim Maratonie Leśnym.

 

– To niesamowite uczucie stanąć na podium – opowiada. – Cieszy mnie też “życiówka” na królewskim dystansie, która wydawała się magiczną barierą poza moim zasięgiem. Jednak upór, konsekwencja, systematyczność i wiara w siebie pozwoliły na realizację marzeń. Wszystkie te rezultaty uzyskałem bez żadnej pomocy trenerskiej. Sam ułożyłem sobie plan, korygowałem go, a także opracowałem strategię na biegi.

 

Od ponad 20 lat Michał Mirkowski nie spożywa mięsa. Głównym powodem były dla niego prawa zwierząt, dopiero później aspekty zdrowotne. Początkowo postawił na  wegetarianizm, jednak odkąd zaczął biegać zrezygnował też ze spożywania produktów odzwierzęcych. Te roślinne są bogatym źródłem węglowodanów i witamin, a także białka. Tego składnika Michał dostarcza sobie spożywając soczewicę, fasolę, ciecierzycę, soję i jej przetwory, takie jak tempeh oraz tofu, z którego tworzy zarówno “jajecznicę”, główne dania obiadowe, jak i słodkie przekąski oraz zamiennik sernika. Kiedyś jednak najbardziej lubił samosy z kuchni indyjskiej. Podczas mistrzostw Polski na 100 km Michał chciał jeść coś treściwego. Oprócz naleśników przygotował więc sobie kilka rolek z nori, ryżu i pasty miso. Kiedy je spożywał inni zawodnicy i ich serwisanci myśleli, że zajada… kaszankę. Było z tego potem mnóstwo śmiechu, a ten zabawny moment pozwolił mu wtedy zapomnieć o chwilowym kryzysie. 

 

– Z racji tego, że ukończyłem dziennikarstwo na UW – opowiada Michał Mirkowski – doszedłem do wniosku, że warto będzie prowadzić bloga. Chodziło o to, żeby połączyć moją nową pasję z pisaniem, którego trochę mi brakowało, gdyż nie pracowałem w wyuczonym zawodzie. Określenie “Biegający Roslinożerca” pojawiło się dosyć spontanicznie – pewną inspiracją była działająca kiedyś w Warszawie księgarnia i klub pod nazwą “Czuły Barbarzyńca”.

 

Michał preferuje trening jakościowy. Takie akcenty wplata też podczas długiego wybiegania. Wszystko jednak zależy od tego do jakich zawodów się przygotowuje. Planując start w maratonie trenuje 6 razy w tygodniu pokonując ok. 80-100 km. Jeden dzień przeznacza na regenerację oraz dodatkowe rozciąganie i ćwiczenia uzupełniające. Często biega na bieżni stadionowej, na której robi interwały, tempówki, “piramidy” i inne szybsze jednostki. W trakcie przygotowań wykonuje także podbiegi.

 

Swoje treningi poza miastem Michał Mirkowski wykonuje pomiędzy licznymi sadami owocowymi. Biega także po ścieżkach Rezerwatu przyrody Łęgacz nad rzeką Jeziorką. Trasy prowadzą przez lasy oraz obok okresowych zbiorników wodnych i mokradeł, gdzie można spotkać bobry, sarny czy zające. Jeśli chodzi o udział w zawodach w 2021 roku, to najpierw planuje wystartować na krótszym dystansie, być może w półmaratonie, a później prawdopodobnie w Bison Ultra Trail.

 

Zdjęcie: Ewelina Lewkowicz-Żmojda

Share on facebook
Udostępnij
Share on twitter
Tweetnij
Share on linkedin
Udostępnij