Biegam w Rzeszowie

biegam w rzeszowie

Arkadiusz Stanio z Rzeszowa nigdy nie  musiał walczyć z otyłością. Nie chorował więcej niż inni i nie palił papierosów. Zaczął biegać z chęci uprzedzenia kryzysu wieku średniego, nie chciał sapać wchodząc po schodach, ani mieć “oponki”. Było to wiosną 2014 roku. Od tamtej pory pokonał już wiele setek kilometrów.   

 

Na początku był to maksymalnie półgodzinny marszobieg. Niedługo potem w Rzeszowskim Biegu Ojców na dystansie 1 km wybiegał swój pierwszy medal. Teraz lubi dłuższe dystanse, bo przyjemnie jest się zmęczyć i dać odpocząć głowie podczas wysiłku. Odkąd w 2016 roku pokonał 30-kilometrową trasę w Ultramaratonie Podkarpackim, polubił biegi trailowe. Urzekła go atmosfera panująca podczas takich zawodów.

 

– To zupełnie inna bajka niż klepanie asfaltu w tłumie – mówi Arkadiusz Stanio. –  Dodatkowo zacząłem  sprawdzać swoje granice. W dniu 40 urodzin przebiegłem pierwszy maraton. Wiosenne starty zaczynałem od coraz dłuższego dystansu na Ultramaratonie Podkarpackim, aż w końcu w ubiegłym roku pokonałem 115 km.    

 

W Rzeszowie biega wiele osób. Widać ich na Bulwarach przy Żwirowni. Tereny są piękne i atrakcyjne pod względem urozmaicenia szlaków. Biegacze preferujący trasy terenowe szczególnie upodobali sobie słociński las oraz Łany leżące na peryferiach Rzeszowa. W Borze, kilkanaście kilometrów na północ od miasta znajdują się leśne dukty, gdzie można pobiegać wśród wiekowych drzew.  

 

– Aktualnie z grupą znajomych 2-3 razy w miesiącu biegamy turystycznymi szlakami z dala od miasta – mówi Arkadiusz. – Śmigamy po Pogórzu Dynowskim, w Czarnorzecko-Strzyżowskim Parku Krajobrazowym. Mamy też “pod nosem” piękne Bieszczady oraz Beskid Niski. Choć porządny trening można wykonać samemu, to większą frajdą jest pobiegać w grupie, wymieniając doświadczenia lub słuchając opowieści z zawodów.

 

W pewnym momencie Arkadiusz postanowił pisać o swojej pasji oraz atrakcjach regionu. Założył więc profil na Faceeboku oraz blog o nazwie “Biegam w Rzeszowie”. W tym okresie wybrał się z grupą znajomych pobiegać na peryferiach miasta. Uczestnicy byli zadowoleni, pomysł chwycił. Odbyły się nawet koleżeńskie biegi w formie rywalizacji (jeden z nich zorganizowało Stowarzyszenie Biegowe Ultra Łańcut). Wspólnie zwiedzali urokliwe miejsca. Obecnie takich wycieczek Arkadiusz inicjuje kilka w miesiącu. Niektóre przebiegają po trasie Ultramaratonu Podkarpackiego, do którego ma wielki sentyment. Tworzy też cykl nocnych wybiegań.  

 

W marcu, gdy obostrzenia wywołane COVID-19 zablokowały wszystkie zawody, wymyślił zmagania pn “Dyszka z #BiegamwRz(eszowie)”. Była to koleżeńska rywalizacja na wytyczonej trasie 10 km, po której biegano z zachowaniem wymaganych zasad bezpieczeństwa. Wyniki uczestników pojawiają się w tabeli aplikacji Strava oraz w serwisie RateMyTrail.pl. 

 

– Spragnieni zawodów biegacze potrzebowali rywalizacji, a Dyszka dawała jej namiastkę – opowiada Arkadiusz. – Udało się nawet zorganizować nagrody, które funduje rzeszowski Decathlon (dziękuję Asi i Ani). Trasa biegu prowadzi wzniesieniami wokół miasta, przez dwa punkty widokowe, oferując biegaczom piękne panoramy, więc czasem warto się zatrzymać i zrobić  zdjęcie.

 

W kwietniu Arkadiusz rozpoczął nowy cykl spotkań grupowych, podczas których uczestnicy pokonują trasy okolicznych szlaków turystycznych. Te biegi odbywają się na dystansie 30-60 km. Jeśli więc macie ochotę biegowo poznać Rzeszów i okolice, to warto zrobić to z “Biegam w Rzeszowie”.  

Share on facebook
Udostępnij
Share on twitter
Tweetnij
Share on linkedin
Udostępnij