Bieganie i góry to stan umysłu

bieganie i góry

Leszek Pławecki z Pszczyny dużo jeździł na rowerze, grał w piłką nożną, a także tenisa. W 2015 roku postanowił spróbować nowej dyscypliny i wziął udział w Biegu Pszczyńskim o Puchar Burmistrza na dystansie 10 km. Polubił tę aktywność i rozpoczął regularne treningi. Szczególnie upodobał sobie bieganie w górach.

 

  – Bieganie na początku było dla mnie formą spędzania wolnego czasu – opowiada. – Następnie stało się pasją, a teraz można powiedzieć, że jest nałogiem. Nie biegam dla wyników. Za sukces uważam ukończone i dobrze przeżyte zawody uwiecznione na wielu zdjęciach. Startuję przeważnie w biegach długich. Staram się zapisywać tylko na imprezy +100 km. Lubię długie dystanse, a szczególnie takie z dwoma nocami na trasie.

99% treningów Leszka odbywa się w górach. Ma do nich blisko. Skrzyczne, Hrobaczą Łąkę czy szczyt Czantorii widzi z okien swojego domu. Bielsko, Szczyrk czy też Porąbkę ma wręcz na wyciągnięcie ręki. Biega tam, bo uwielbia góry, widoki, puste szlaki w tygodniu i wolne przestrzenie. To nastraja go pozytywnie, tam rozwiązuje problemy, ”ładuje akumulatory”. Twierdzi, że w górach jego umysł odpoczywa. Dlatego właśnie w 2020 roku postanowił założyć profil na Facebooku o nazwie “Bieganie i góry to stan umysłu”. Tam publikuje zdjęcia, informacje oraz relacje z biegowych i nie tylko przygód, a także wypraw. Koloryt profilu zawdzięcza też osobom, które biegają razem z nim. To koleżanki, koledzy, żona, córki, współtowarzysze zawodów i napotkani na trasach ludzie.

 

Skutecznie łączy treningi z pracą

Raz w tygodniu pokonuje w górach ok. 15 km na +/- 700 m przewyższeń. Pozostałe 2 treningi weekendowe to biegi po ok. 20 – 30km i +/- 1500 m przewyższeń. Dodatkowo jeden dzień poświęca na ćwiczenia w siłowni lub fitness. Od 3 lat w wielu treningach Leszka uczestniczy również jego żona, która tak jak ja on stała się „nałogowcem” tej aktywności i przynajmniej raz w tygodniu jedzie z nim w góry. Często towarzyszą jej koleżanki z messengerowej grupy biegowej “Trudy Marudy”.

 

  – Pracuję na etacie, a dodatkowo prowadzę działalność – usługi transportowe – mówi Leszek Pławecki. – Potrafię zarządzać swoim czasem i planami treningowo – biegowymi. Po każdym weekendzie biegowym jestem trochę fizycznie zmęczony i nie do końca wyspany, ale za to pozytywnie naładowany na nadchodzące dni. Przez to może lepszy dla innych.

 

Leszek pokonał wiele szlaków Beskidu Śląskiego, Żywieckiego i Małego. Razem z żoną trenował też w Beskidzie Wyspowym, żeby tam zrobić wiele przewyższeń. Zapuszcza się również w tereny Puszczy Pszczyńskiej i Lasów Kobiórskich Biegał także poza granicami kraju: w Alpach, Dolomitach, górach Gran Canarii, na Maderze, na Istrii, w Argentynie w Patagonii i górach w RPA. Spróbował również treningu biegowego podczas trekkingu w Everest Base Camp. Ma też zaliczone 9 biegów długodystansowych z cyklu Ultra Trail World Tour, czyli zawodów odbywających się na całym świecie.

Często wspomina swoje starty. Ciekawe są zwłaszcza drugie noce na trasie zawodów, kiedy zmęczenie, pogoda, czas i dystans zaczynają „drenować” mózg. Wtedy zaczyna się inne odbieranie świata i otaczających dźwięków. Leszek jest typem samotnika, więc w nocy często bywa sam na trasie. Kiedyś podczas pełni przewalone drzewo rzuciło cień, a on zwizualizował je w głowie jako snajpera, który do niego strzela. Natychmiast  rzucił się na ziemię. Dopiero po 5 sekundach uświadomił sobie, że to majaki ze zmęczenia.

 

  – Warto być aktywnym – przekonuje. – Każdy rodzaj aktywności pozytywnie wpływa na nasze zdrowie fizyczne i psychiczne. Wybrałem bieganie po górach, bo… nie chciało mi się już wnosić roweru na plecach tam gdzie teoretycznie można wbiec, a piłka nożna przynosiła zbyt dużo kontuzji. Na górskich szlakach jest cisza, nie ma samochodów, domów, a przede wszystkim smogu. Tam cieszę się życiem.

 

Zdjęcie ze strony 100 miles of Beskid Wyspowy

 

Poznaj biegaczki i biegaczy, o których piszemy na naszym portalu

Share on facebook
Udostępnij
Share on twitter
Tweetnij
Share on linkedin
Udostępnij