Bieganie – pozytywny nałóg

Projekt bez tytułu

Paweł Żylicz mieszka w Krępie Słupskiej, małej miejscowości leżącej obok Słupska. Tam właśnie w 2013 roku organizowano I Bieg Niepodległości na dystansie 10 km. Paweł o zawodach dowiedział się w… dniu ich rozpoczęcia. Postanowił, jednak że spróbuje swoich sił. W biurze zawodów zdziwił się widząc jak wielu jest miłośników biegania. To był jego debiut w biegu ulicznym. W szkole średniej biegał tylko, żeby zaliczyć sprawdzian z wuefu.

 

Trasa zawodów, to były trzy pętle w centrum Słupska. Paweł wystartował ostro razem z czołówką biegu. Pierwsze okrążenie poszło nieźle, jednak pozostałe przeplatał marszem wyprzedzany przez kolejnych zawodników. Zmęczony i szczęśliwy zarazem, wpadł na metę z wynikiem 56:52 z dumą oglądając swój pierwszy medal. Nogi bolały go jeszcze przez kilka dni po biegu, a chodzenie sprawiało trudność. Atmosfera zawodów tak bardzo mu się spodobała, że postanowił przestawić swoje aktualne życie o 180 stopni i zacząć regularnie biegać. I tak ta przygoda ciągle trwa.

 

– Zakochałem się w tym sporcie po pierwszym biegu – mówi Paweł. – Na początku był moim hobby. Często jeździłem na różne zawody, żeby poprawiać wyniki i zdobywać kolejne medale do kolekcji. W trakcie takich startów poznałem wiele osób, z którymi cały czas utrzymuję kontakt. Teraz bieganie jest rutyną, codziennością, bez czego nie wyobrażam sobie dnia. Dzięki niemu jestem zdrowszy i zrzuciłem kilka kilogramów. Biegam prawie codziennie. Odpuszczam gdy jestem chory, albo nie mam już sił.

 

W pewnym momencie postanowił założyć profil na Facebooku o nazwie “Bieganie – pozytywny nałóg”. Użył oksymoronu, czyli epitetu sprzecznego, żeby pokazać, że bieganie  jest czymś, bez czego nie wyobraża sobie życia, a poza tym daje dużo więcej korzyści niż szkód. Paweł zachęca do jakiejkolwiek aktywności ruchowej: jazdy na rowerze, spaceru, marszu Nordic Walking, czy właśnie biegania.

 

Paweł uważa, że zwyciężyć to nie znaczy wygrać, bo dla każdego sukces ma inną definicję.  Dla niego jest to trwanie w postanowieniu bycia aktywnym już ponad 9 lat. Kilka razy stawał na podium w kategorii open oraz wiekowej. Do tej pory wystartował w ośmiu maratonach (najlepszy wynik w Gdańsku 3:23:04) i czterech biegach ultra. Od pewnego czasu nie zwraca uwagi na czasy jakie osiąga, bo dla niego liczy się udział w zawodach i spotkanie ze znajomymi.

 

Paweł pracuje w Służbie Więziennej jako oddziałowy działu ochrony. Ma bezpośredni kontakt z osobami pozbawionymi wolności. Bieganie pomaga mu wyciszyć się po pracy, stłumić emocje i uspokoić. Najbardziej lubi biegi charytatywne. Wtedy cieszy się, że dzięki swojemu hobby może pomóc innym. Jest ambasadorem akcji Rakreaton, podczas której wszyscy uczestnicy mają za zadanie “uzbierać” w sumie milion kilometrów poprzez bieganie, jazdę na rowerze, chodzenie czy Nordic Walking. Po uzyskaniu tego wyniku sponsorzy wpłacają określoną wcześniej sumę pieniędzy na pomoc dzieciom i młodzieży z chorobami nowotworowymi.

 

Marzeniem Pawła zgodnie z sentencją: “wszystkie drogi prowadzą do Rzymu” jest wystartować w maratonie właśnie w wiecznym mieście. Do zawodów często trenuje w Parku Krajobrazowym Dolina Słupi. Zdarza mu się też biegać w Ustce brzegiem morza oraz na  Wydmie Orzechowskiej. Czasami zdarzają mu się różne przygody. Kilka lat temu, gdy razem z kolegą wracał samochodem z biegu, zauważył, że na jednej z posesji ktoś ma atak padaczki. Po zatrzymaniu auta, udzielił tej osobie pomocy, a następnie wezwał karetkę, dzięki czemu poszkodowanemu nic się nie stało. Niedawno podczas treningu zareagował, gdy zobaczył pożar na działce w pobliżu domostw. Przez telefon wezwał straż pożarną, której gaszenie ognia zajęło ok. godziny czasu. Świetnie, że wśród nas są takie osoby jak Paweł.

Share on facebook
Udostępnij
Share on twitter
Tweetnij
Share on linkedin
Udostępnij