Biegowy Wirus

biegowy wirus

Marcin Fajks z Bezrzecza pod Szczecinem nie lubił biegać, choć czasami zdarzało mu się zagrać w piłkę nożną. Sześć lat temu postanowił zrzucić nadwagę. W pewnym momencie ważył już 116 kg przy 182 cm wzrostu. Kiedy poznał swoją późniejszą żonę, to ona zaczęła mobilizować go do zmian. Spróbował więc biegania. Nie kupował drogich butów, bo sam nie był pewien, czy ta nowa przygoda długo potrwa. Po miesiącu wylądowały w szafie i bieganie odeszło w odstawkę na rok. Przy drugiej próbie postanowił udowodnić sobie i żonie, że potrafi wytrwać w postanowieniu. Po 3 miesiącach wystartował w pierwszych zawodach na dystansie 10 km i wbiegł na metę z czasem 50 minut. Później był półmaraton (czas 1:50), a następnie maraton (czas 3:50). Waga spadała, motywacja rosła, aż przyszedł czas na biegi ultra i to w górach.

 

– Moja rodzina wspiera mnie w wytrwaniu w aktywności – mówi Marcin Fajks. – Mam nadzieję, że wysiłki wkładane w treningi, to dobry przykład wytrwałości i samozaparcia dla moich dzieci. Pierwsze efekty już widać u starszej córki, która z powodzeniem trenuje pływanie i grę w tenisa. Dla mnie bieganie to jedna z metod kontrolowania wagi, a także  pasja, możliwość wyładowania energii, adrenalina oraz rywalizacja.

 

W pewnym momencie postanowił założyć profil na Facebooku, żeby opisywać tam swoje dokonania. W młodości wołano na Marcina “Wirus”, a że chciał swoją pasją “zarażać” innych, więc nazwa “Biegowy Wirus” idealnie pasowała. Publikuje tam swoje plany, a później pokazuje jak się z nich wywiązuje. Opisuje treningi, zdaje relacje z zawodów oraz zamieszcza ciekawostki i historie o innych biegaczach. Motywuje do aktywności zwłaszcza osoby z nadwagą, pokazując że można sobie z tym problemem poradzić. Otrzymuje wiele pozytywnych wiadomości, a jego wyniki doceniają nawet kontrahenci z pracy. To miłe i mobilizujące zarazem.

 

Do górskich zawodów często przygotowuje się w Puszczy Bukowej, kompleksie leśnych położonym w Szczecinie. Trenuje kiedy ma wolny czas, bo priorytetem jest rodzina, potem praca, a dopiero później pasja. Największy kilometraż robi podczas delegacji służbowych. Biega najczęściej wcześnie rano lub w późnych godzinach wieczornych. Czasami w tygodniu wypada nawet 6 treningów, a innym razem tylko 3. Kilometraż w zależności od przygotowań waha się miedzy 50, a 100 km.

 

Marcin do dziś pamięta swoje pierwsze ultra, czyli 111 km z Maszewa do Kołobrzegu. Na 102-kilometrze położył się na asfalcie w pełnym słońcu, bardzo wykończony biegiem. Wmawiał sobie, że to już koniec i czeka go DNF. Zadzwonił do żony, jednak ona dała mu przez telefon solidnego “kopniaka”. Nie pozostało mu nic innego jak biec dalej. Gdy dobiegał do mety, znów zadzwonił do niej tym razem wykrzykując tryumfalnie: – zrobiłem to!
Za swój największy sukces uważa każde wyjście na trening. Cieszy się też z szóstego miejsca w Chojnik Ultra maraton na dystansie 102 km.

 

– Zakochałem się w biegach górskich choć nie często mam możliwość wzięcia w nich udziału – mówi. – Koniecznie musi to być dystans ultra. W tym roku wystartuję w biegu 3 x Śnieżka. W przyszłości na pewno będę chciał spróbować swoich sił w Biegu 7 Szczytów na dystansie 240 km.

Share on facebook
Udostępnij
Share on twitter
Tweetnij
Share on linkedin
Udostępnij