Epicka walka na dystansie 240 km na DFBG

294313894_5359039960827709_3217399423612183528_n

14 lipca o godzinie 18:00 w Lądku Zdroju rozpoczęły się najbardziej prestiżowe zmagania w ramach Dolnośląskiego Festiwalu Biegów Górskich, czyli Bieg 7 Szczytów na dystansie 240 km. Są to bardzo trudne zawody, o czym świadczy fakt, że na 343 startujących ukończyło je tylko 117 osób.  

 

Faworytem był Rafał Kot, czyli Góral z Mazur, który już trzy razy wygrywał w tym biegu. Jest on także rekordzistą trasy z wynikiem 27:51:49. W tym roku jednak sam nie dawał sobie większych szans na zwycięstwo pisząc na swoim profilu facebookowym, że planuje pobiec w trybie turystycznym. Jak się okazało później tryb przełączył na waleczny.

 

Od początku w czołówce najlepszych zawodników plasował się znany z Pomorza ultras Dariusz Rewers. Kibicowała mu spora grupa biegaczy-przyjaciół ze Stowarzyszenia ULTRA WAY, które w Małym Trójmieście Kaszubskim organizuje festiwal w edycjach letniej i zimowej. Na Biegu 7 Szczytów byli wolontariuszami obstawiającymi jeden z punktów żywieniowych.

 

Rafał Kot przewodził stawce zawodników do trzydziestego piątego kilometra, gdzie dogonił go Dariusz Rewers wychodząc na prowadzenie. Podczas biegów ultra, a zwłaszcza tych odbywających się w górach, nie można niczego być pewnym. Nieprzewidywalność jest ich charakterystyczną cechą. Przekonał się o tym, po raz kolejny w swojej biegowej karierze zawodnik z Pomorza. Po pięćdziesiątym piątym kilometrze miał problemy żołądkowe. Bardzo opadł z sił i musiał  zwolnić. Teraz to Rafał go doszedł i wyprzedził.

 

– Start w Biegu 7 Szczytów był dla mnie debiutem – relacjonował na gorąco Dariusz Rewers. – To najtrudniejszy bieg w jakim wziąłem udział. Nie chodzi tylko o dystans, ale również warunki pogodowe. Od ósmego kilometra zaczęło padać, a potem biegliśmy dosłownie w ścianie deszczu przez 4 godziny. Naliczyłem też dwie burze. Szlaki zrobiły się bagniste a w niektórych miejscach przez trasę biegu płynęły strumienie wody. Zaliczyłem kilka upadków, dwukrotnie też bardzo boleśnie nadwyrężyłem stopę w kostce. Na początku przeciążyłem przywodziciele, a potem zaczęły łapać mnie skurcze.

 

Mimo problemów żołądkowych cały czas biegł na drugim miejscu. Kiedy ok. sto dziewięćdziesiątego kilometra poczuł się lepiej, a żołądek oczyścił się z treści, Dariusz odzyskał siły i rozpoczął pogoń za Rafałem Kotem. Dogonił go na pięć kilometrów przed metą. Na początku chciał go wyprzedzić i jak sam mówi ,,uciec”, jednak pogoń za liderem wyczerpała jego siły. Rafał też odczuwał zmęczenie trasą.

 

– Od zeszłego roku miałem problem z poważną kontuzją, pęknięcie zmęczeniowe piszczela – powiedział po biegu Góral z Mazur. – Dziś już z kontuzją jest ok, ale miałem poczucie, że kompletnie nie jestem gotowy na walkę o wynik. Są za to braki treningowe, co zresztą wyszło w drugiej części zawodów. W każdym razie – nie spodziewałem się wygranej.

 

Przez jakiś czas biegli razem w całkiem mocnym tempie i w końcu Rafał zaproponował, że albo się ścigają, albo biegną dalej razem. Darek zdecydował się na drugie rozwiązanie i ten pomysł spodobał się Rafałowi. Wspólnie wbiegli na metę trzymając się za ręce. Uzyskali identyczny czas brutto 32:46:25, co dało im obydwu pierwsze miejsce ex aequo. To historyczny moment podczas dziesiątej edycji DFBG.

 

Z kronikarskiego obowiązku należy wspomnieć, że podium pań w tym biegu wygląda następująco: 1. Lenka Wagner, 2. Kamila Zalewska, 3. Patrycja Detlaff. Trzecim zawodnikiem wśród mężczyzn był Łukasz Wróbel. 

 

Dariusz Rewers jest znanym biegaczem ultra. To także trener, którego podopieczni odnoszą spore sukcesy na zawodach.

– Na sukces pracuje się całe życie – mówi. – To może slogan ale tak jest. Zbiera się doświadczenie, które w trudnych i ekstremalnych warunkach procentuje. To również umiejętność rozłożenia sił, nauczenia się techniki biegu na trudnym podłożu, praktyka w podobnych warunkach, czyli starty w zawodach, wypady w góry no i plan treningowy pod konkretny cel. Przygotowania to ciężko przepracowana zima i czas przedstartowy, setki godzin spędzonych w samotności na treningach, często w deszczu i mrozie.

 

Zdjęcie: Jacek Deneka – Ultra Lovers

Share on facebook
Udostępnij
Share on twitter
Tweetnij
Share on linkedin
Udostępnij