Fantastic Ania

fantastic ania

Czasami coś co kochasz, nie zawsze jest miłością od pierwszego wejrzenia. Podczas studiów na AWF Anna Kluz z Ustronia lubiła gimnastykę i pływanie. Biegi były jej zmorą. Dopiero po trzydziestym roku życia, trenując crossfit i jak sama twierdzi widząc jak jej mięśnie nadmiernie się rozrastają, postanowiła trochę się wysmuklić i zaczęła… udawać radość z aktywności biegowej. Swoje pierwsze 3 km pamięta do tej pory. Na szczęście odkryła bieganie po górach i przepadła. To było to!

 

Urozmaicony trening

Teraz treningi biegowe przeplata ćwiczeniami ogólnorozwojowymi z elementami crossfitu oraz z taśmami  TRX. Dodatkowo latem jeździ na rowerze, a zimą uprawia skitury. Bieganie po płaskim terenie jej nie cieszy. Inaczej jest w górach. Tam wie, że z każdym podbiegiem zbliża się do “zbiegów”, które kocha. Poza tym na szczytach i prawie za każdym zakrętem czeka ją wspaniały widok rekompensujący trud biegu.

W pewnym momencie jej trener, z którym współpracowała pod wspólnym szyldem “Wolf Team”, namówił ją do założenia profilu na Facebooku. Jego nazwa, czyli “Fantastic Ania” miała być kojarzona z jakością  zajęć ogólnorozwojowych oraz biegowych, które fantastycznie poprawiają wydolność. Jak to w życiu bywa, grupy “Wolf Team” już nie ma a “Fantastic” jako osobna marka działa nadal i skupia przede wszystkim biegaczy. Na profilu,Anna propaguje zdrowy styl życia oraz nagrywa i udostępnia treningi możliwe do wykonania przez każdego w domowym zaciszu. Organizuje również wiele imprez sportowych w mieście, a także  prowadzi zajęcia personalne i grupowe. Jest również nauczycielką wychowania fizycznego ze specjalnością oligofrenopedagogika.

 

 – Bieganie pomaga mi być w lepszej formie, a tego oczekuje się od nauczyciela wychowania fizycznego – przekonuje. – Jeżeli od swoich uczniów wymagam ruchu, sama też muszę być aktywna. Poza tym jakiekolwiek niepowodzenia i kłopoty szkolne dobrze jest wybiegać, a potem z uśmiechem można wrócić do pracy.

 

Preferuje długie dystanse

Anna zdecydowanie woli startować w zawodach na dystansach powyżej 21 km, a na 80 km kończąc. Im większa “wyrypa” tym dla niej lepiej. Uważa, że to taki efekt uboczny uprawiania crossfitów. Nie potrafi określić jaki wynik jest jej dużym sukcesem. Być może kolejne z rzędu drugie miejsce w 12-godzinnym biegu górskim (ciągle czeka na pierwsze), a może 3 miejsce w 24-godzinnym ultramaratonie “Zamieć”? Sukcesem na pewno było ukończenie Biegu Rzeźnika w parze z kolegą, co jak sama mówi, przy jej introwertycznej naturze było nie lada wyczynem.

Anna Kluz jest typowym przykładem tego, że ruch leczy. 12 lat temu nabawiła się dyskopatii odcinka lędźwiowego i została skierowana przez neurochirurga na operację jako przypadek beznadziejny. Na szczęście szukając jednak alternatywy od skalpela, trafiła pod skrzydła, jak sama twierdzi mądrej pani “fizjo”, która uspokoiła stan zapalny w kręgosłupie, a potem metodą McKenziego “postawiła ją do pionu”.  Zaleciła treningi siłowe dla wzmocnienia mięśni posturalnych, pływanie oraz rower. I teraz jest już dobrze. Obecnie Anna jest w trakcie rehabilitacji złamanej kości łódeczkowatej lewego nadgarstka po upadku z jednośladu. Sprawność już jest, ale najważniejsze dla niej, że da się biegać.

Cieszy się, że mieszka w Ustroniu, gdzie znajduje się wiele urokliwych ścieżek do biegania. Świetne są też trasy Małej i Wielkiej Czantorii, równica od strony Jaszowca i Lipowski Groń od Lipowca. Dla tych, którzy lubią mniej pagórkowate tereny poleca pętelki bulwarami wiślanymi.

Podczas zawodów lub treningów zdarza się wiele zabawnych sytuacji. Jedna z nich miała miejsce na zbiegu z Magurki. Anna biegła razem z koleżankami. Wszystkie panie były powyżej czterdziestego roku życia. Nagle zobaczyły jak na szczyt mozolnie wspina się rodzina z dwójką małych dzieci. Na widok biegaczek krzyknęły: “Mamo, patrz! Dzieci biegną!”. Tym tekstem zdecydowanie zrobiły im dzień.

  – Obecna sytuacja epidemiologiczna nauczyła mnie, że nawet najbardziej elastyczny plan startowy jest niepewny – mówi Anna Kluz. – Właściwie nie do końca wiadomo do jakich zawodów się przygotowywać. Kusi mnie Piekło Czantorii, bo to moja tradycja listopadowa, aby porządnie “ściorać” się na swoich górkach.

 

Poznaj biegaczki i biegaczy, o których piszemy na naszym portalu

Share on facebook
Udostępnij
Share on twitter
Tweetnij
Share on linkedin
Udostępnij