Filip na 21-biegu

Filip

Dwudziestoczteroletni Filip Walecki Biega od ok. siedmiu lat. Najpierw zaczynał od krótkich spacerów, które stawały się coraz dłuższe i szybsze. W końcu zaczął biegać. Po co? Po to, żeby móc lepiej żyć i funkcjonować w świecie. Aktualnie biega coraz dłuższe dystanse. Jest też  ultramaratończykiem, który w tym roku ukończył 100 miles of Beskid Wyspowy na dystansie 45,8 mil.

 

Filip mieszka we wsi położonej w powiecie pszczyńskim. Ma trisomię 21. pary chromosomów, czyli zespół Downa. Aktywność sportowa od początku była dla niego  rehabilitacją fizyczną i społeczną, a potem zabawą, która przerodziła się w wyzwania. Dziś jest jego sposobem na życie.

 

– Po zakończonej edukacji  raczej nie ma możliwości na pracę nawet w niewielkim wymiarze godzin, więc powoli aktywność sportowa z ukierunkowaniem na bieganie staje się jego zawodem – mówi tata Filipa. – Czynność wykonywana systematycznie w schemacie podobnym do pracy powoduje, że wie dlaczego rano wstaje z łóżka, a wyzwania jakie sobie stawia dają mu cel w życiu. Być może kiedyś stanie się to pracą zarobkową, bo na chwilę obecną jedyny jego dochód to renta socjalna.

 

W pewnym momencie postanowił założyć profil na Facebooku o nazwie “Filip na 21. biegu”. Nawiązuje ona do trisomii chromosomu 21., która powoduje zespół Downa. Sugeruje, że to nie ograniczenie jak uważa wiele osób, ale dodatkowy motor napędowy do działania. Strona powstała też po to, żeby pokazać szerszej grupie ludzi, że zespół Downa nie musi być skazaniem na wykluczenie społeczne oraz uświadomić, że osoby z dysfunkcjami należy wpuścić do świata, który przed nimi zamykano. No i żeby Filip mógł  pochwalić się swoimi osiągnięciami. Na profilu są publikowane informujące o jego planach startowych i przygotowaniach do zawodów. Pokazuje również jak można się bawić poprzez sport. Informacje są także skierowane do opiekunów i osób z różnymi dysfunkcjami zaprzeczając w ten sposób utartym stereotypom stworzonym przed laty.

 

– Sport osobie z zespołem Downa zapewnia ciągłą stymulację – przekonuje tata Filipa. –  Pozwala na lepszy rozwój. Aktywuje te sfery które zwykle nie są wykorzystywane bez sportu. Zmusza do wysiłku umysłowego powodując lepsze funkcjonowanie mózgu. 

 

Filip biega 5 razy w  tygodniu. W terenie trenuje ze swoimi psami: Malamutem Herą, mieszańcem w typie Labradora Bellą, a także mieszańcem w typie Maltańczyka Alikiem. Kiedyś startował z nimi w zawodach dogtrekkingu, np. w Pucharze Polski. Uprawia również rekreacyjnie pływanie. W jego aktywnym życiu poczesne miejsce zajmuje jazda konna. Jest ukierunkowana na wielogodzinne rajdy. W Polsce Filip jest jedyna osobą z zespołem Downa, która posiada Popularną Odznakę Turystyki Konnej. Raz w tygodniu trenuje też na ściance wspinaczkowej, co daje mu dużą przyjemność. Jakiś czas temu poznał osoby uprawiające łucznictwo i z ich pomocą stawia swoje pierwsze kroki w tej dyscyplinie.

 

Filip bardzo lubi startować w biegach górskich, jak sam podkreśla robi to po to, “żeby było długo”. Wykazuje całkowity brak preferencji, co do dystansu. Biegi dzieli na góry i “niegóry”. Za swój największy sukces uważa pokonanie 72-kilometrów na 100 Miles of Beskid Wyspowy. Lubi kiedy uda mu się wywalczyć choćby najmniejszą nagrodę, co zdarza się bardzo rzadko, gdyż rywalizuje z w pełni sprawnymi zawodnikami. Największą satysfakcję i poczucie sukcesu daje mu to, że po wielu tygodniach przygotowań osiąga zamierzony cel. Potrafi wtedy po wielu godzinach wysiłku zmęczony i obolały śmiać się na głos bez opamiętania, jakby właśnie zrobił komuś niesamowicie śmieszny żart.

 

Kiedy Filip określa swoje plany startowe, to mówi rodzicom, że nie liczy się w jakich zawodach weźmie udział. Ważne jest tylko to, żeby mógł biec cały dzień i całą noc. Podczas ostatniego ultramaratonu biegł razem ze swoim tatą. Po ponad 14-tu godzinach zmagań we mgle i po ciemku na ok. 12-kilometrów przed metą, na szczycie góry Modyń, zgubili trasę. Odnalezienie jej zajęło im prawie dwie godziny i kosztowało dużo wysiłku. Organizatorzy na wieść o tym, w środku nocy chcieli wysłać po nich samochód, jednak Filip na to nie pozwolił. Chciał sam dotrzeć do mety, bo po to tu przyjechał. Po jej przekroczeniu o pierwszej w nocy usiadł zmęczony na ziemi, a zapytany dlaczego wystartował w zawodach odpowiedział: “nie wiem, ale zrobię to jeszcze raz”. Po dwóch dniach zapytał tatę, czy może teraz pobiec cały dzień i całą noc. Taki z niego twardziel.

Share on facebook
Udostępnij
Share on twitter
Tweetnij
Share on linkedin
Udostępnij