Lepiej biegać

lepiej biegać

Marcin Suski od dziecka bardziej lubił przebywać przed komputerem, niż zajmować się sportem. Jednak 10 lat temu, brak ruchu i siedząca praca doprowadziły do nadwagi, która zaczęła mu mocno przeszkadzać w codziennym funkcjonowaniu. Zaczął więc kombinować jak tu zmotywować się do ruchu i po wielu różnych próbach padło na bieganie. Zrzucił ponad 20 kg i teraz nie wyobraża sobie życia bez tej aktywności.

 

– To nie tylko pasja, to już zwykła codzienność – przekonuje. – Bieganie pozwala mi się odstresować, odciąć od pracy, bieżących problemów i realizować sportowo. Rywalizuję sam ze sobą, przekraczam kolejne granice i pokonuję kiedyś niewyobrażalne ograniczenia. Bieganie mocno mnie ukształtowało i gdyby nie ono, to nie byłbym tym, kim jestem obecnie.

 

Po każdym urazie i kontuzji szukał w internecie informacji jak sobie z tym poradzić, nawet na stronach anglojęzycznych. Potem eksperymentował dopóki nie rozwiązał problemu. W pewnym momencie pomagał też innym dzieląc się zdobytą wiedzą. Wtedy też (2015 rok) pomyślał, że warto z nią dotrzeć do szerszego grona ludzi, żeby nie musieli uczyć się na własnych błędach. Założył więc profil “Lepiej Biegać”. Uważa, że tę nazwę każdy może sobie dowolnie interpretować. Mówi, że lepiej biegać, niż nie biegać, bo potrzebujemy aktywności jak powietrza. Poprzez swój blog chciał pomagać innym, często początkującym biegaczom, motywować i pokazać, że mimo braku ochoty na wyjście na trening, to po jego wykonaniu nikt tego nie żałuje.

 

Marcin z wykształcenia jest tłumaczem języka angielskiego. Przez ostatnie 7 lat był managerem w sieci franczyzowej. Często, żeby wykonać trening przed pracą, wstawał bardzo wcześnie, dzięki czemu dzień stawał się dłuższy. Bieganie pozwalało mu odreagować stres, oczyścić umysł i rozwiązać wiele problemów. Dodawało energii i powodowało napływ endorfin. Dzięki niemu widział okazje i wyzwania, a nie problemy i “kotwice”.

 

Początkowo startował w biegach “płaskich”, zaliczył Koronę Maratonów Polskich, a potem zakochał się w bieganiu w górach i w ultra. Szukając swojej granicy wytrzymałości doszedł (póki co) do 150 km. Najlepiej jednak czuje się na dystansach od 50 do 80 km. Za swój największy sukces wynikowy uważa zajęcie 4. miejsca w Biegu Rzeźnika Ultra (140 km). Cieszy się też z każdej poprawy czasu na danym dystansie, ponieważ stara się rywalizować przede wszystkim ze sobą, a nie z innymi. Miło wspomina swoje starty w biegu CCC w ramach Ultra Trail du Mont Blanc (101 km, +/- 6100 m w 16 h 35 min) oraz Lavaredo Ultra Trail (Ultra Dolomites, 87 km, +/- 4600m w 14 h 18 min). W tym drugim po zbiegu ze szczytu Tre Cime di Lavaredo, już na samym dole, na płaskim i spokojnym odcinku naderwał więzadło w stawie skokowym, jednak o tym dowiedział się dopiero na mecie. Mimo dyskomfortu postanowił biec, dopóki stan nogi się nie pogorszy. Pokonał tak 50 km, aż do mety. Po powrocie do kraju miał 2 miesiące na rehabilitację, bo czekał go kolejny start w Alpach. Fizjoterapeuci zrobili wszystko co w ich mocy i już po miesiącu wrócił do treningów. To była dla niego próba motywacji i cierpliwości, żeby stosować się do zaleceń specjalistów i nie robić nic wbrew temu co radzili.

 

Marcin głównie trenuje na asfalcie. Jednak, gdy potrzebuje więcej przewyższeń, można go często spotkać w Lasku Wolskim w Krakowie, gdzie mieszka. Gdy odwiedza bliskich w rodzinnych Gorlicach, to zawsze wybiera się w góry na błotniste szlaki, gdzie zna każdy kamień.
Chce poprawić swój rekord w “płaskim” maratonie. W nowym roku zamierza też wystartować w kilku biegach ultra w Polsce, marzy, żeby powrócić na trasy Lavaredo Ultra Trail oraz wziąć udział w różnych innych zagranicznych imprezach, na których jeszcze nie miał okazji być. Skupia się również na pracy z zawodnikami, których trenuje.  Obserwowanie ich rozwoju daje mu ogromną satysfakcję, może nawet większą niż bicie własnych rekordów.

 

Zdjęcie: Robert Zabel

Share on facebook
Udostępnij
Share on twitter
Tweetnij
Share on linkedin
Udostępnij