Maj ultramaratonki – podsumowanie Wiolki

Praca Dla Biegacza

To był maj… piękny miesiąc. Miesiąc realizacji wielkiego marzenia, ale też i miesiąc nowych postanowień i nowych działań.

Maj zbliża się już do końca, a ja witam Cię w comiesięcznym podsumowaniu Wiolki – ultramaratonki.

 

Co się wydarzyło?

 

Jak być może już wiesz, ukończyłam bieg dookoła granic województwa pomorskiego. Co prawda zmodyfikowałam trochę trasę, ale granice obiegłam i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa. Cały bieg wyniósł ponad 1000 km, a dokładnie 1000,3 km. Dystans ten pokonałam w 14 dni. Na metę wbiegłam… Tak – wbiegłam i to nawet całkiem szybko, 5 maja 2021 r. tuż przed 20:00, w dniu swoich 45 urodzin. Moje ciało bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło. Nie sądziłam, że jestem w stanie tyle i tak biec.


To doświadczenie pokazuje mi jeszcze bardziej, że przed osiąganiem celów najbardziej ogranicza nas tylko nasza głowa, brak wiary w to, że damy radę. Ja, wierzyłam. Inaczej nie wystartowałabym. Byłam przygotowana na większe cierpienie oraz na wolniejsze tempo.


Ten bieg był dla mnie, przede wszystkim testem. Testem mojego ciała, mojej głowy, umiejętności logistycznych, organizacyjnych oraz współpracy zarówno z moim ukochanym i cudownym suportem – mężem, jak i ze spotykanymi po drodze osobami. Mam wiele przemyśleń i wniosków. Sporo moich założeń się sprawdziło, ale były też rzeczy, które mnie zaskoczyły, o których wcześniej nie pomyślałam.


Wiem już, że potrafię uciszyć EGO i podczas takiego przedsięwzięcia kieruję się rozsądkiem i logiką. Mój talent szybkiej analizy i wyciągania wniosków bardzo się przydał. Wiem też, że lód, czy też zimna woda ze strumieni, jezior pięknie działa na zmęczenie ciała, regeneruje mięśnie i powoduje, że mogę biec dalej. Przekonałam się także, że umiem się nawigować i pomimo zmęczenia organizmu mój mózg działa całkiem sprawnie, a emocje jakie mi towarzyszą są zawsze pozytywne. Nawet, gdy mnie bolało, gdy istniało ryzyko, że będę musiała przerwać bieg, dalej się uśmiechałam i byłam miła, tak szczerze, od serca, dla innych i dla siebie również.


Wierzyłam w ludzi, wiedziałam, że wiele osób do mnie dołączy. Wiedziałam, że będą tacy, którzy przybiją piątkę, przebiegną kilkaset metrów, jak i tacy, którzy pobiegną więcej kilometrów, kilkanaście, czy też kilkadziesiąt. Nie myliłam się. To co się działo było cudowne i piękne. Życzliwość ludzi przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Mogę napisać tylko jedno. Dziękuję.

 

Zaskoczyło mnie jednak to, że przesłanie z którym biegam jest ważniejsze niż przypuszczałam. Tak wiele osób potrzebuje mojego wsparcia, mojego przykładu, mojej energii. Tak wiele osób myśli podobnie, ale z różnych powodów milczy i nie działają. Tak wiele osób mówiło, że robię i mówię to na co im nie wystarcza siły i odwagi. To piękne, ale też zobowiązujące. Teraz wiem, że potrzebuję jeszcze mocniej komunikować po co biegam.


Biegam dla Kobiet, aby przypomnieć im, że mogą w życiu osiągnąć wszystko to, co zdecydują się zrealizować.

Chcę, aby każda kobieta była szczęśliwa.

 

Zaskoczyła mnie także pogoda. Wiedziałam, że może być różnie, że czasem może padać, czasem słońca będzie przygrzewać. Przez myśl mi nie przeszło, aby na przełomie kwietnia i maja zabezpieczyć się przed odmrożeniami. Pogoda postanowiła mnie mocno doświadczyć.


Pierwszego dnia było bardzo zimno, padał deszcz i grad. Dodatkowo wiał silny, mroźny i mokry wiatr. Czasem świeciło słonko. Moje rękawiczki nie dawały rady. Było mi bardzo zimno w dłonie, które dość często drętwiały i kostniały. 


Kolejnego dnia deszcz ustał, wyszło piękne słonko, które dość mocno grzało. Biegłam bez opaski na głowie i bez rękawiczek. Niestety, zmęczona i poraniona na skutek poprzedniego dnia skóra dłoni i uszu okazała się zbyt słaba, co poskutkowało bólem i bąblami. Jednocześnie poparzyłam i odmroziłam te części ciała.


Dzisiaj, minęło 22 dni od biegu, a ja nadal jeszcze mam ślady po tych ranach. Proces gojenia i regeneracji będzie trwał zapewne tyle ile czasu potrzebuje skóra na odbudowę wszystkich zniszczonych warstw.


Kilka rzeczy zamieściłam na liście „Do wdrożenia na biegu dookoła Polski”.

 

Pierwszą z nich jest żywienie. Podczas tego biegu jadłam produkty z glutenem. Tak najłatwiej było mężowi dostarczyć mi odpowiednią ilość węglowodanów w ciągu doby. W warunkach pogodowych jakie nam towarzyszyły, w naszym samochodzie z możliwością gotowania jedynie na dworze nie kaprysiłam. Jadłam to co mi mąż dostarczał. Efektem tego był katar, ból głowy i… afty. Mój żołądek ewidentnie nie toleruje glutenu. Wystarczyły dwa tygodnie na diecie go zawierającej i moje ciało dało wyraźne sygnały, że nie tędy droga. Także wniosek nasuwa się jeden. Nie mogę i już. Jestem osobą, która lubi mieć na wszystko dowody naukowe, także rozpoczęłam proces intensywnej diagnostyki, ale o tym za chwilę.


Kolejną rzeczą, o którą musimy zadbać do czasu biegu to samochód. Niestety nasze Renault sprawdza się jedynie, gdy jest dobra pogoda, gdy jednak jest wietrznie i deszczowo, to potrzebujemy innego rozwiązania. Planujemy zaopatrzyć się w busa, którego przerobimy na kampera. W tym miejscu wielu/ wiele z Was zapewne się zastanowi dlaczego nie kampera? Otóż im większy samochód tym trudniej jest wjechać w niektóre miejsca, a czasem nawet nie można, ze względu na zakaz.


Pamiętać należy, że podczas biegu dookoła Polski będę pokonywać różne tereny, w tym góry.


Ważne jest aby mąż mógł dojechać maksymalnie blisko mnie. Jeżeli masz możliwość pomóc mi w zakupie, czy organizacji takiego busa to napisz do mnie. To będzie najdroższy element biegu, ale także jeden z ważniejszych. Ja będę biec, ale mąż też musi mieć względny komfort podróży, przygotowywania posiłków, suszenia rzeczy i życia. Napiszę wprost. Szukam sponsora bądź sponsorów, którzy wesprą mnie w sfinansowaniu tego pojazdu, bądź jego wypożyczenia.


Ty też możesz stać się jednym ze sponsorów dołączając do grona moich Patronów na koncie Patronite. Kliknij i sprawdź co dla Ciebie przygotowałam w zamian.

 

Zmianie ulegnie także formuła samego biegu. Trasę województwa zaplanowałam tak, aby codziennie pokonać określoną ilość kilometrów i tyle. Teraz wiem, że co jest ważne dla ludzi. Nie liczy się tylko mój wynik, choć ten napędza innych i mobilizuje do działania. Liczy się także to, aby był czas na rozmowę ze mną, na zadawanie pytań i spotkania. Potrzebuję też uwzględnić bufor czasowy na nieprzewidziane sytuacje, jak alarm pogodowy i zakaz wejścia na szlak, czy też bunt mięśnia, ciała. W związku z powyższym postanowiłam,

że bieg dookoła Polski połączę z wystąpieniami i spotkaniami z innymi kobietami.


Co kilka dni, jeszcze nie wiem co ile, będę miała dzień dedykowany właśnie takim aktywnościom.

Co o tym myślisz? Możesz do mnie napisać na wiolka@wiolkaczurynska.pl


Kolejną rzeczą nad jaką chcę popracować to moja prędkość. Czas samego biegu jest zbyt długi na ten moment i przy ilości kilometrów jaką dziennie pokonywałam pozostawało zbyt mało czasu na regenerację. Potrzebuję się przyśpieszyć i to dość znacznie. Zapowiada się piękny okres treningowy. Jestem w dobrych rękach Piotra Suchenia, więc jestem spokojna o moje wyniki. Wystarczy, że będę robiła to co mi zaleca trener, a wynik na pewno przyjdzie.


Sytuacja ze zbuntowanym mięśniem lewej nogi uzmysłowiła mi, że suport musi znać się na masażu. To był weekend, mijałam małe miejscowości. Pomimo starań wielu osób nie znaleźliśmy fizjoterapeuty, który mógłby mi pomóc w tamtym momencie. Mąż, słuchając moich wskazówek doprowadził mięsień do takiego stanu, który pozwolił mi na ukończenie biegu. Ale czy zawsze będę czuła co zrobić? Nie wiem.

Także szukam osoby, która przeszkoli mojego męża z podstaw fizjoterapii.

Nie chodzi nam o kompleksowe szkolenie, tylko o praktyczne wskazówki, jak i co zrobić w konkretnych przypadkach.


Ostatnim wnioskiem do wdrożenia jest pomoc społeczności w wyznaczeniu trasy. Chciałabym biec po sprawdzonej wcześniej trasie. Tym razem miałam czasem niespodzianki, a to drogi nie było, a to dziwne zygzaki robiłam, pomimo, że droga prosta była… była, ale nie na mapie, gdy rysowałam trasę. Czasem musiałam zawracać, czasem szukać obejścia trasy bo napotykałam zagrodzone pola, bagna i tego typu przeszkody.

Zatem, jeśli jesteś w pobliżu granic Polski i masz ochotę pomóc w wyznaczeniu trasy biegu dookoła Polski to zgłoś się do mnie.

 
Relacje z każdego dnia biegu możesz zobaczyć tutaj:
  1. Dzień – Gdynia – Hel
  2. Dzień – Hel – Lubiatowo
  3. Dzień – Lubiatowo – Ustka
  4. Dzień – Ustka – Słupsk – Chomiec
  5. Dzień – Krąg – Mzdowo – Trzmielewo
  6. Dzień – Trzmielewo – Debrzno
  7. Dzień – Debrzno – Nadolna Karczma
  8. Dzień – Start z Nadolnej  Karczmy
  9. Dzień – Przeprawa przez Wisłę
  10. Dzień – Wiolka pokonała już ponad 700 km
  11. Dzień – Celem etapu jest Dzierzgoń
  12. Dzień – Żuławy Wiślane
  13. Dzień – Granica na Mierzei Wiślanej
  14. Finish Ultra – Gdynia

Moje krótkie, codzienne live nagrywane podczas biegu zobaczysz na kanale Youtube.


W prezencie za ukończenie tego biegu zakupiłam struny do gitary, którą reanimowałam po blisko 27 latach. W tym okresie, owszem czasem dotykałam różnych gitar, wydobywałam z nich dźwięki, jednak grą nie nazwałabym tego. Teraz postanowiłam powrócić do nauki. Robić codziennie coś tylko z przyjemności, coś co nie jest związane ani z biznesem, ani z bieganiem. To będę moje chwile. Powiem Ci, że po tygodniu zaprzyjaźniania się już zaczynamy współgrać. Będąc dzieckiem ukończyłam dwie klasy szkoły muzycznej I stopnia, trochę też grałam na obozach harcerskich. Jakieś podstawy więc mam.

Dzisiaj, żyjemy w czasach, gdy wiedza oraz doświadczenie i wsparcie osób są na wyciągnięcie ręki. Wystarczy sięgnąć po telefon.

Gdy byłam młodsza, zdobywanie wiedzy, nauka czegokolwiek wymagała większego zaangażowania i zaplanowania. Dzisiaj, możemy osiągnąć wszystko co zdecydujemy się zrealizować. A ja chcę w końcu grać dobrze. Naukę rozpoczynam od muzyki poważnej, etiud i wprawek i gam. To rozrusza moje palce.


To nie jest jedyny prezent. Syn obiecał mi, że przewiezie mnie na motorze. Zdobyłam się na odwagę i… potwór, jakim jest ta maszyna bardzo mi się spodobał. Czego ja się tak bałam? Nie wiem. Wiem za to, że mam świetne dzieci. Gabriel bardzo rozważnie jechał, słuchał reakcji mojego ciała i dostosował prędkość do tego co się ze mną dzieje. Jedną z wartości mojego syna jest adrenalina, ale jak się okazuje, jest nią także odpowiedzialność. Jestem dumna i szczęśliwa.


Po biegu weszłam w wir pracy oraz życia rodzinnego.


Przez pierwsze trzy dni gotowałam, piekłam i jadłam. Jednym z efektów jest pyszne i zdrowe ciasto, które można jeść o każdej porze. Przepis znajdziesz na moim blogu. Potrzebowałam zadbać o klientów, o współpracowników oraz o własny wynik finansowy. Buduję dwie marki. Jedna z nich zajmuje się tworzeniem skutecznych i łatwych w obsłudze stron internetowych, druga – to moja marka osobista.

Wspieram Kobiety w ich rozwoju. Pomagam budować zdrowe nawyki żywieniowe, dbać o zdrowie, a także pokazuję jak biegać radośnie i bez kontuzji.
 

Poza tymi dwoma markami jestem także pisarką.  Na ten moment jestem autorką Tronditli – najlepszej przygodowej książki dla dzieci. Z okazji Dnia Dziecka zaplanowałam specjalną ofertę cenową na zakup książki wraz z e-bookiem. Ponad 50% taniej. Już rodzą się też pomysły na kolejne książki oraz na inne produkty.


Obecnie piszę książkę związaną z bieganiem. Na razie nie zdradzę nic więcej ;). Chcę też przygotować e-book z moimi ulubionymi przepisami kulinarnymi. A dla dzieci postanowiłam przygotować kolorowankę do pobrania. Dwie ostatnie rzeczy zapewne zakończę w czerwcu.


Maj był dla mnie także okresem regeneracji i badań. Ogólnie czuję się bardzo dobrze, zmęczenie szybko ustąpiło. Na stałe włączyłam w plan dnia jogę, oraz kilka ćwiczeń w wzmacniających. Czasem pojechałam też rowerem. Po tygodniu spróbowałam powrócić do treningów biegowych, jednak ciało jasno dało do zrozumienia , że dla niego jest to za wcześnie. Przed wczoraj ponownie ubrałam buty biegowe i cieszyłam się jak małe dziecko, gdy biegłam ścieżkami leśnymi. Cóż… ciało ponownie mówi nie, jeszcze nie teraz. Tym razem manifestuje swój bunt przeziębieniem. Także leżę w łóżku, piję herbatkę z miodem i leczę się syropem oraz Vit.C z AronPharma.


W kwestii badań… Dla mnie jest jasne, że po takim wysiłku jaki dostarczyłam swojemu ciału warto jest sprawdzić na poziomie danych co się wydarzyło. Poczekałam dwa tygodnie, aby stany zapalne miały szansę się wyleczyć i zrobiłam komplet badań. Niestety wyniki mnie zasmuciły. Moja ferrytyna drastycznie spadła, a już miałam nadzieję, że mam ją pod kontrolą. Niestety nie. Ale nie odpuszczę, będę diagnozować się tak długo, aż znajdę przyczynę, dlaczego magazyn żelaza nie działa właściwie. Czy to ma związek z Hashimoto, czy może z glutenem, który jadłam? Nie wiem, ale się dowiem. Póki co postanowiłam ograniczyć mięso. Spokojnie, to nie jest kaprys i nie robię tego na łapu capu. Jestem w grupie moderowanej przez lekarzy z Polskiego Towarzystwa Medycyny Stylu Życia. Kiedy zdecyduję się przejść całkiem na wegetarianizm, czy też na weganizm, zrobię to z pomocą dietetyka. Wiem bowiem jak ważna jest równowaga w moim organizmie i właściwe skomponowanie posiłków.


W zasadzie wszystko co robię w życiu łączy jedna zasada. Szybko podejmuję decyzje, a później idę małymi krokami, cierpliwie do celu.

 

Życzę Tobie cudownego czerwca, a sobie szybkiego powrotu do treningów i efektywnej diagnostyki.


Ściskam, Wiolka

Share on facebook
Udostępnij
Share on twitter
Tweetnij
Share on linkedin
Udostępnij