Najważniejsza jest równowaga

Praca Dla Biegacza

Antoni Bogusiewicz. Od 8 lat zajmuje się płynnością finansową Grupy Enea. Od pięciu lat trenuje bieganie, a od trzech dodatkowo kolarstwo. Prywatnie szczęśliwy mąż oraz dumny ojciec. Poza sportem pasjonuje się turystyką, szczególnie taką na łonie natury, pod namiotem. Firma, w której pracuje właśnie powadzi wyjątkową akcję – „Razem ruszamy do stołu”, w ramach której zaprasza wszystkich chętnych (powyżej 16. roku życia) do aktywności fizycznej. Antoni w pracy robi wszystko, by jak najwięcej osób w firmie brało w niej aktywny udział.

 

Biegasz, jeździsz na rowerze, często startujesz w zawodach, do których przecież trzeba się przygotować, a zawodowo odpowiadasz za finanse Grupy Kapitałowej Enea. Od czego więc zaczynasz dzień? Sport, kawa czy sprawdzenie służbowych maili?

Staram się wygospodarowywać odpowiednio dużo czasu na obowiązki służbowe, ale też na dom, rodzinę i przyjemności. Rozpoczynam dzień bardzo wcześnie – najczęściej przed 5 rano, bo też bardzo wcześnie zaczynam pracę. Szkoda mi dnia na wylegiwanie się w łóżku. Szybkie śniadanie, spakowanie laptopa i wskakuję na rower, którym regularnie dojeżdżam do pracy – 10 kilometrów w jedną stronę. Rano to świetne pobudza, a po południu daje zresetować głowę przed powrotem do domu. A przy okazji można zrobić przyjemny trening.

Praca Dla Biegacza

 

Zimą też dojeżdżasz do pracy rowerem?

Tak – o ile mocno nie pada. W końcu nie ma złej pogody na rower, są tylko źle ubrani rowerzyści.

 

Od ilu lat trenujesz? I co regularne uprawianie sportu zmieniło w twoim życiu zawodowym? Jakie korzyści dało?

Zaczęło się jakieś 5 lat temu. Córka miała wówczas 3 lata. Pewnego razu gdy podczas zabawy usiadła mi na brzuchu stwierdziła z rozbrajającą szczerością „Tata, ale ty gruby jesteś”. To dało mi do myślenia. Nie miałem jakiejś widocznej nadwagi, ale siedząca praca i ogólny brak ruchu ewidentnie zaczęły mnie zaokrąglać w kilku miejscach. Powiedziałem sobie „dość”.

 

W pobliskim markecie kupiłem pierwsze z brzegu buty do biegania i po prostu zacząłem biegać. Początki – wiadomo – nie były proste. Pierwsze miesiące to były marszobiegi gdzie po 200 metrach truchtu już miałem zadyszkę. Ale z czasem forma rosła. Każdy kolejny przebiegnięty kilometr dawał coraz większą satysfakcję. Potem zaczęły się pierwsze starty, medale, coraz dłuższe dystanse i wsiąkłem na dobre. Teraz do zestawu dorzuciłem jeszcze rower.

 

Staram się cieszyć sportem. Traktuję go jak hobby – coś co robię dla samego siebie, dla satysfakcji z dobrze zrobionego treningu, wypadu za miasto i spędzenia czasu sam na sam z przyrodą czy też z grupą przyjaciół. Powroty rowerem z pracy pozwalają świetnie zresetować głowę po ciężkim dniu w biurze, a weekendowe długie wybiegania czy też całodniowe wypady rowerowe pozwalają naładować baterie na kolejne wyzwania zawodowe. Uprawianie sportu dało mi pewnego rodzaju odskocznię, której mam wrażenie – każdy z nas obecnie potrzebuje. No i udało się schudnąć.

 
Trudno jest ci połączyć te dwie strefy? Zawodową i prywatną?

Absolutnie nie mam z tym problemu. Co więcej – jestem przekonany, że oba obszary doskonale się uzupełniają. W Grupie Enea mamy ten komfort, że możemy skorzystać z profesjonalnej opieki trenerskiej zorganizowanej specjalnie dla pracowników Grupy. Kilka razy w tygodniu odbywają się też wspólne treningi. Bieganie, rower, pływanie, ale też zajęcia ogólnorozwojowe. Dla każdego coś dobrego. Z drugiej zaś strony sport pozwala odreagować codzienne stresy i zwyczajnie lepiej funkcjonować, również w życiu zawodowym. To taki układ „win-win”, gdzie pracodawca daje nam możliwość rozwijania sportowej pasji, a w zamian dostaje bardziej zrelaksowanego, a przez to efektywniejszego pracownika.

 

Jak zatem pogodzić wszystko czasowo?

Wszystko jest sprawą dobrej organizacji czasu własnego. Żyjemy w świecie, gdzie mnóstwo czasu spędzamy na czyste marnowanie dnia. Telewizor, smartfon – to wszystko zużywa nasz wolny czas, który można przecież lepiej spożytkować.

 

Praca Dla BiegaczaTeraz w Grupie Enea trwa wyjątkowa akcja „Razem ruszamy do stołu”, w ramach której zapraszacie wszystkich chętnych (powyżej 16. roku życia) do aktywności fizycznej. Ty też bierzesz w niej aktywny udział. Jak zachęcasz do tego innych?

Tak, to świetna akcja. Można rywalizować wirtualnie z innymi, a jednocześnie wspierać fajną inicjatywę, dającą możliwość wygrania sprzętu sportowego dla naszej lokalnej społeczności. A wszystko to w prosty sposób – wykorzystując jedynie aplikację sportową Activy. Wspólne treningi, zawody, czy grupy dyskusyjne to świetne miejsce na promowanie działalności wśród innych aktywnych osób. W końcu to dodatkowa motywacja do aktywności, bo też któż ze sportowców amatorów nie lubi żyłki rywalizacji.

 

W czasie pandemii większość z nas przytyła o kilka dobrych kilogramów. Ruch? Nie każdy był blisko wykonania 10 tys. kroków każdego dnia… Z drugiej strony to czas, kiedy wiele firm zdecydowało się wesprzeć swoich pracowników w rozpoczęciu dbania o zdrowie. Może więc ten czas pandemii przyniósł coś dobrego dla sportu?

To prawda. W czasie pandemii ciężej dbać o aktywny tryb życia. Zawodów sportowych odbywa się zdecydowanie mniej niż w czasach przedcovidowych, a przez pewien czas nie odbywały się one wcale. Ciężej też o motywację do codziennych treningów, bo też i jak tu trenować, skoro nie za bardzo jest do czego trenować. Myślę też, że część osób rezygnowało z aktywności traktując podświadomie pandemię jako swoiste usprawiedliwienie dla braku ruchu. Dlatego, w tym czasie zdecydowanie ważniejsza staje się motywacja.

 

I tu szczególne ukłony dla pracodawców, którzy zauważyli ten problem i pomagają swoim pracownikom zmobilizować do wstania z kanapy, założenia butów i wyjścia na trening. Bo w końcu najtrudniejsza część treningu to wyjście za próg domu. Potem to już jest z górki. U nas taką motywacją jest z pewnością uczestnictwo w Enea Team, gdzie poza opieką trenerską mamy też organizowane wirtualne rywalizacje, które pomagały przetrwać najtrudniejszy czas. Razem uczestniczymy też w coraz częściej pojawiających się zawodach sportowych. Do tego doszła uruchomiona niedawno akcja „Razem ruszamy do stołu”, która zachęca fajnymi nagrodami do wygrania. Wszystko to daje dodatkową motywację, o którą tak trudno w czasie pandemii.

 

Co poleciłbyś osobom, które chciałby zacząć regularnie trenować? Na co powinny zwrócić uwagę?

Po pierwsze dobrze się bawić. Niezależnie od tego jaki sport wybierzemy i jaką dobierzemy intensywność treningów – ważne, żeby czerpać z tego jak najwięcej radości. Bez „radochy” z tego co robimy niczego nie zwojujemy i pierwszy zapał szybko minie. Niektórych bardziej kręci rywalizacja, innych obcowanie na treningach z przyrodą, jeszcze innych przełamywanie własnych ograniczeń czy też możliwość spędzenia czasu w grupie sympatycznych osób. Ważne, żeby odnaleźć w sporcie „to coś” co będzie nakręcać właśnie nas i dawać nam radość.

 

Druga sprawa to nie porównywać się z innymi – w szczególności z ludźmi, którzy trenują już od dawna. Każdy kiedyś zaczynał, a forma nie przychodzi ot tak – już po pierwszym treningu. Może i zaczynając jesteśmy wolniejsi od innych. Ale w końcu najważniejsze nie jest pokonywanie innych ludzi. Najważniejsze jest pokonywanie samego siebie.

 

A twoje początki? Jakie były? Jak je wspominasz?

Oj – to były czasy! Pamiętam, że pierwszy trening nie był zbyt długi. Już po kilkunastu minutach marszobiegu mięśnie miały dość. Ale pamiętam też ogromną radość i pewnego rodzaju dumę z tego, że dałem radę. Endorfiny zrobiły swoje. I te zakwasy następnego dnia! Ehhh!

 

Największe sportowe osiągnięcie?

Lubię przesuwać granice własnych możliwości. Dlatego też wskazać muszę dwa osiągnięcia w ramach dwóch moich ulubionych aktywności, które pozwoliły mi sprawdzić samego siebie i zwyciężyć swoje słabości.

Pierwsze to pokonanie w tym roku ultramaratonu rowerowego „Robinsonada” (514 km w różnorodnym terenie) w nieco ponad 30 godzin. To był mój najdłuższy do tej pory ultramaraton i pierwszy, w którym musiałem jechać ponad dobę bez snu. To było naprawdę ciekawe i budujące doświadczenie. Przy okazji udało się też zająć całkiem dobre, 23-cie miejsce.

 

Drugim było przebiegnięcie w zeszłym roku trasy biegu przełajowego Zielonka Challenge (23km po Puszczy Zielonce) w „przyzwoitym tempie”. Kompletnie nie pamiętam miejsca, które tam zająłem, bo najważniejsze dla mnie jest to, że trzy lata z rzędu podchodziłem do tej trasy i w zeszłym roku pierwszy raz to ja pokonałem trasę, a nie trasa pokonała mnie.

 

Cel na przyszłość?

Długo byłoby wymieniać. Z pewnością dalsze starty w ultramaratonach rowerowych, może kiedyś start w „Wisła 1200”. No i w końcu przebiegnięcie maratonu! Ale przede wszystkim chciałbym jak najdłużej czerpać radość ze spędzania czasu w aktywny sposób.

 

Poznaj biegaczki i biegaczy, o których piszemy na naszym portalu

Share on facebook
Udostępnij
Share on twitter
Tweetnij
Share on linkedin
Udostępnij