Projekt Ultra

projekt ultra

Marta Pałucka z wykształcenia dziennikarka, jest menedżerką kilku poznańskich klubów fitness. Dziesięć lat temu zaczęła biegać, jednak to nie była miłość od pierwszego kilometra. Zakochanie przyszło 4 lata później, gdy poznała czym jest pokonywanie szlaków górskich. W tym samym roku, czyli 2015 postanowiła też zostać triathlonistką i wystartować na dystansie ¼ Ironmana. Decyzja była dość zaskakująca, gdyż jeszcze 4 miesiące przed startem nie potrafiła pływać. Na szczęście ciężka praca i treningi na basenie 6 razy w tygodniu sprawiły, że dała radę tego dokonać.

 

Od tej dyscypliny zaczęła też prowadzenie profilu na Facebooku pod nazwą Projekt Triathlon. Tam relacjonowała swoje przygotowania do zawodów. Po pierwszym starcie poczuła, że nie tędy droga. Zakochała się za to w biegach górskich i to na bardzo długich dystansach. Profil został więc przemianowany na Projekt Ultra. Traktuje go jak  pamiętnik sportowy, chociaż nie stroni od tematów życiowych. Bieganie jak sama mówi daje jej poprawę kondycji, chęć do życia i zdrowie. To też sposób na odstresowanie i spędzanie wolnego czasu. Dzięki tej pasji poznała wielu świetnych ludzi, których nie spotkałaby, gdyby nie sport.

 

– Ultra to najpiękniejsze chwile w moim życiu – przekonuje. – Gdy biegniesz do mety nie masz żadnych problemów. Liczy się tu i teraz. Nie myślisz o rachunkach, pracy, ani smutkach życia codziennego, ale o drodze, górach i wolności. Przekroczenie mety to ukoronowanie pięknej wyprawy, podróż w głąb siebie. Żaden inny sport nie dał mi takiego uczucia.

 

Ostanie 3 lata to zmagania z dwiema kontuzjami i chorobą tarczycy. Teraz Marta opisuje swoją drogę powrotu do treningów i przygotowań do startów w zawodach. Aktualnie biega 3-4 razy w tygodniu. To typowe “klepanie” kilometrów. Chce w ten sposób przyzwyczaić swoje nogi do regularnego wysiłku. Pokonuje dystanse między 5 a 15 kilometrów, choć zdarzają się i nieco dłuższe wyprawy. Dwa razy w tygodniu trenuje też pole dance, a trzy razy w domu robi trening wzmacniający. Stara się także poświęcać 3 godziny na praktykę yogi.

 

Największym marzeniem ultra Marty Pałuckiej jest bieg w Beskidzie Śląskim “Piekło Czantorii”, który zajmuje szczególne miejsce w jej sercu. Góra Czantoria nauczyła ją pokory, pokazała, że w realizację niektórych planów trzeba włożyć dużo siły. Na 3 starty w tym biegu ma 3 DNF-y.

 

– Byłam uparta na dystans ultra i nie mogłam pojąć, że ja nie dam rady – opowiada. – Czantoria niestety nie wybacza i odsłania wszystkie treningowe braki. W 2019 roku już po zdiagnozowaniu nadczynności tarczycy i leczeniu hormonalnym przekroczyłam z sukcesem metę jednej pętli. Trzy, czyli pokonanie całego dystansu ultra, to teraz moje największe marzenie.

 

Do swoich ulubionych biegów zalicza Zimowy Ultramaraton Karkonoski, Salamandrę Ultra Trail (to tu po raz pierwszy zaliczyła dystans ultra), Sudecką Setkę i Chudego Wawrzyńca. Każdy bieg, w którym dotarła na metę to dla Marty sukces, jednak najbardziej dumna jest ze swojego startu w Sudeckiej Setce w 2018 roku, gdzie zajęła  pierwsze miejsce w kategorii wiekowej i poprawiła wynik z poprzedniego roku o prawie 3 godziny.

 

– Zawsze z przyjemnością opowiadam o swoim pierwszym starcie w górach – mówi Marta Pałucka. – To był Nocny Maraton w ramach Sudeckiej Setki. Biegłam z koleżanką i się… zgubiłyśmy, ale tak bardzo, że wolontariusze na quadach szukali nas przez dwie godziny w lesie. Pierwszy bieg i pierwszy DNF. Warto dodać, że to była 27 edycja i nikt nigdy  tam nie zabłądził.

Share on facebook
Udostępnij
Share on twitter
Tweetnij
Share on linkedin
Udostępnij