Rumia Runner

rumia runner

Kiedy Marcinowi Smółkowskiemu z Rumi urodził się najmłodszy syn, postanowił wziąć się za siebie, bo każda krótka przebieżka wywoływała u niego mocną zadyszkę. Pokonując swój pierwszy kilometr musiał robić kilka przerw na złapanie oddechu. Wraz z kolejnymi treningami zwiększał dystans. W końcu w jego głowie zakiełkowała myśl o starcie w zawodach na 10 km. Zrobił to i całkowicie ,,przepadł”. Od tamtej pory wciąż biega, a minął już 6 rok tej przygody.

 

Bieganie pomaga w pracy

Marcin jest managerem serwisu samochodowego. Na takim stanowisku zdecydowanie przydaje się wyuczona w bieganiu wytrwałość i systematyczność w dążeniu do celu. Dzięki formie można z energią działać każdego dnia. Praca i życie dostarczają stresujących sytuacji, więc bieganie jest dla niego formą radzenia sobie z nimi. Każdy trening czyści głowę, pozwala przemyśleć wiele spraw, znaleźć rozwiązanie i wybiegać większość problemów. Jest też dla Marcina wyzwaniem i sprawdzeniem swoich możliwości.

W pewnym momencie postanowił założyć profil na  Facebooku i Instagramie pod nazwą Rumia Runner. To dla niego forma swoistego pamiętnika w którym opisuje treningi, starty, sukcesy jak i porażki. Stara się, żeby był on motywacją dla innych do sportowego trybu życia. Biega jak tylko ma na to czas. Ciągle zmienia i różnicuje obciążenia treningowe. W tygodniu pokonuje ok. 70 km wychodząc na trening co drugi dzień. Oprócz biegania jeszcze jeździ na rowerze, ćwiczy siłowo, a w okresie zimowym morsuje. Jego ulubione chwile to dłuższe ok. 25 km wybiegania.

 

Świat Ultra

– Próbowałem wszystkich dystansów, jednak nie umiem biegać maratonów, więc odnalazłem się doskonale w świecie ultra – opowiada Marcin Smółkowski. – Tu nie trzeba ciągle gonić na wysokim tętnie i jest czas by pomyśleć nad życiem, analizować oraz doświadczać wielogodzinnego kontaktu z naturą. To jest dziedzina w której chcę się rozwijać biegowo. Jestem typem człowieka, który we wszystkim musi zawsze mieć jakiś cel i do niego dążyć. Jednym z nich w drodze do spełnienia biegowego marzenia było pokonanie dystansu 100 km, a żeby nie było zbyt łatwo to wymyśliłem sobie debiut na Biegu Rzeźnika Ultra. Zrobiłem to, choć nie było łatwo i teraz wiem skąd nazwa tych zawodów. Pokonanie tej trasy uważam za swój największy sukces jak do tej pory.

Marcin wie, że pokonywanie podbiegów to bardzo ważna część planu treningowego do ultra, tak samo jak długie wybiegania. Dlatego poleca trasy Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego. Lokalni biegacze oznaczyli tam wiele tzw. segmentów. Mają też na nie swoje nazwy. Marcin wymienia tu słynny w kręgach Małego Trójmiasta “zajob”, czy też trochę oddalony podbieg “Kotar” w Gdyni Cisowej. Oba mają po około 100 m up. Tu bez trudu można więc skomponować sobie trasę obfitującą w mniejsze i większe górki mimo, że jest to teren znajdujący się niedaleko morza.

– W trakcie biegów ultra zdarzają się różne ciekawe sytuacje – mówi Marcin Smółkowski. – Tak było na zawodach Hardangervidda Marathon w Norwegi. Nigdy nie zapomnę fiordu, na który przyszło nam się wdrapywać na trasie biegu, gdzie na 2 km było około 1000 up. Zbliżając się do mety spotkałem kozy pasące się na dachach okolicznych domów, a na samej mecie przywitał mnie pomorski mistrz biegania Piotr Suchenia. To była wspaniała zagraniczna przygoda.

 

Warto mieć marzenia

Marzeniem, do którego spełnienia Marcin dąży już od blisko trzech lat jest start w jednym z biegów cyklu UTMB. Kwalifikacje i punkty udało mu się już zdobyć na dystans TDS, czyli  ok. 140 km przy 10 000 up, jednak z powodu Covid-19 start został odroczony. Teraz jest plan, żeby pobiec tam w 2022 roku. Wierzy, że wreszcie uda mu się sprawdzić w tak ciężkich zawodach i spełnić swoje największe marzenie.

 

Poznaj inne ciekawe osoby, o których piszemy na naszym portalu.

Share on facebook
Udostępnij
Share on twitter
Tweetnij
Share on linkedin
Udostępnij