Ultra Zajonc

ultra zajonc

Gdy w 2014 roku Paweł Zając zauważył, że niewiele już mu brakuje, żeby ważyć 100 kg, postanowił zrzucić zbędne kilogramy. Siedząca praca (obsługa klienta w jednej z największych firm telekomunikacyjnych w Polsce) też sprzyjała przybieraniu na wadze. Zaczął więc biegać. Obecnie taka aktywność jest dla niego sposobem na  wyciszenie, a czasem na przemyślenie różnych spraw. Bieganie w górach traktuje jako formę przyspieszonego trekkingu i możliwość szybszego zwiedzania okolicy.

 

Kilka lat temu postanowił założyć profil na Facebooku, gdzie mógłby informować innych o swoim bieganiu. Nazwał go UltraZajonc, ponieważ lubi długie dystanse, a zamierzony ,,błąd” w nazwisku miał bawić i wyróżniać wśród innych. Gdy przydarzyła mu się kontuzja i przerwa w treningach, wtedy z nadmiaru czasu zaczął się zastanawiać nad swoim życiem i tym co zrobić, by stało się ciekawsze. Pożyczył od kolegi aparat do robienia zdjęć i… odkrył w sobie drugą pasję. Wtedy też profil z biegowego stał się fotograficzny.

 

Zawsze podziwiał zdjęcia z imprez odbywających się w górach. Wysłał więc kilka maili do różnych organizatorów biegów z propozycją fotografowania ich zawodów. Odpowiedź otrzymał od dwóch (Duch Pogórza i Ultra-Trail Małopolska) i do dzisiaj z nimi współpracuje. Jego fotografie to taki miks reportażu, portretu i krajobrazu z zawodów biegowych. Zdarza mu się też robić zdjęcia z imprez okolicznościowych.

 

Najbardziej lubi fotografować zawody na długich dystansach , które liczą 150, 170, czy też 240 km. Już nie może się doczekać, żeby móc wykonywać zdjęcia na beskidzkim “Stumilaku”. Kiedyś zabrał aparat na jakiś bieg, w którym miał startować, żeby zrobić kilka zdjęć w biurze zawodów, jednak nic z tego nie wyszło, bo nie potrafił się skupić – myślami był już na trasie. Jednak dwa razy udało mu się połączyć fotografowanie z bieganiem. Tak było na “Klątwie Szczytniaka”. Uplasował się tuż za pierwszą dziesiątką zawodników, i po dotarciu na metę przez kilka godzin robił zdjęcia pozostałym uczestnikom biegu. Startował i jednocześnie fotografował też na 24-godzinnym “Duchu Sanu”.

Paweł uwielbia biegi ultra, bo to niezła przygoda. Obecnie jednak pokonuje mniejsze dystanse, przeważnie tylko w górach. Mieszka w Jedlni-Letnisko i tam też trenuje w Puszczy Kozienickiej k. Radomia. Gdy wyjeżdża na zawody jako fotograf, to na miejscu stara się być dzień wcześniej, żeby przebiec część trasy. Jego ulubione tereny to Beskid Żywiecki oraz Góry Świętokrzyskie.

 

Podczas zawodów spotkało go wiele przygód. Na “Klątwie Szczytniaka” w Górach Świętokrzyskich na zbiegu z Góry Jeleniowskiej drogę przecięło mu stado dzików. Było ich kilkanaście. Przebiegły z dużą prędkością dosłownie kilka centymetrów od Pawła. W trakcie rekonesansu trasy Biegu Rzeźnika poruszał się “pod prąd”, czyli z Cisnej do Komańczy. Biegł sam o poranku. Padał deszcz, nikogo na szlaku nie było. Wbiegając na jakąś polanę kątem oka zobaczył duży brązowy kształt. Zanim dokładnie mu się przyjrzał, już go tam nie było. Dochodził go tylko odgłos łamanych gałęzi. Od tamtej pory minęło już ponad 7 lat, a Paweł nadal nie wiem co to było. Woli myśleć, że spotkał żubra.

 

– Na tegorocznym “Chudym Wawrzyńcu” jechałem autem na Przełęcz Kotarz – mówi. – Jest tam taki odcinek drogi, gdzie odsłania się widok na okolicę. Gdy dojechałem w to miejsce zobaczyłem, że przez mgłę, która zasnuła wszystko kilka godzin wcześniej, zaraz po wschodzie przebija się ostre słońce, tworząc piękne tzw. lasery. Zostawiłem otwarte auto na środku drogi i zacząłem z aparatem i statywem biegać po drodze szukając najlepszego miejsca do zrobienia ujęcia. Kilka minut później już było po wszystkim, ale ja mam to zdjęcie. To był chyba “warun” życia…

Paweł marzy o tym, żeby kiedyś fotografować legendarne biegi, takie jak Barkley Marathons oraz słynne “stumilowce” w USA: Western States, Leadville i Hardrock.

 

Zdjęcia: Piotr Oleszak, Karolina Krawczyk i UltraZajonc.

Share on facebook
Udostępnij
Share on twitter
Tweetnij
Share on linkedin
Udostępnij