Ultralansiara

ultralansiara

Był mroźny styczniowy poranek 2016 roku. Tatiana Frieze nie zraziła się minusową temperaturą i pomyślała, że może to dobry czas, żeby spróbować pobiegać. Poszła do ulubionego parku opatulona w kurtkę i w zimowej czapce na głowie. Założyła też pierwsze biegowe buty kupione w osiedlowej “sieciówce”. Pokonała wtedy 8 km marszobiegiem. Pamięta, że ,,wypluła” płuca i była czerwona jak burak, a kiedy wróciła do domu padła zmęczona na kanapę. Od tamtej pory biega systematycznie, a także startuje w zawodach. 

 

Na swoim koncie ma wiele biegów “asfaltowych”, zaliczyła także Koronę Półmaratonów Polski. Potem przyszedł czas na zawody przeszkodowe, w których dwukrotnie stawała na podium w swojej kat wiekowej. W końcu zapragnęła wziąć udział w ultramaratonach. Startuje w nich razem z mężem. Państwo Frieze mają dwie nastoletnie  córki. Jedna z nich trenuje gimnastykę artystyczną i często wspomina, że może kiedyś też zacznie biegać.

 

Tatiana bardzo lubiła opisywać swoje starty i zamieszczać na Instagramie zdjęcia z zawodów. Cieszyła się tym i chciała tę radość obwieszczać całemu światu. Jednak tu spotkała ją przykrość, bo jedna z odbiorczyń jej postów nazwała ją “ultralansiarą”. Nie załamała się tym, tylko wpadła na pomysł, że skoro dobrze się bawi podczas biegów, to można to wykorzystać. Założyła więc na Facebooku  profil pod nazwą “Ultralansiara”. To taki zbiór różnych wspomnień, do których lubi wracać po jakimś czasie i może kiedyś wyda je w formie pamiętnika dla wnuków. Znajdują się tam relacje z treningów,  biegów oraz zdjęcia z tras zawodów.

 

– Biegi ultra to moja “bajka” – mówi Tatiana Frieze. – Po pierwszych zawodach w górach w 2018 roku w Beskidach, spodobały mi się piękne widoki, natura, a także fantastyczni ludzie tworzący klimat wydarzenia, do którego chce się wracać. To także sprawdzian dla moich słabości, poznanie swojego „ja” i przygoda, gdzie nie zna się jej zakończenia. W trakcie biegu dużo może się zdarzyć i to jest piękne. Poprzez ultra zwiedzam, trenuję, “cykam” 1000 fotek, celebruję pyszne żarełko na punktach odżywczych. To również moja odskocznia od codzienności oraz wspólne spędzanie czasu z mężem.

Dla Tatiany wszystkie biegi są niepowtarzalne. Najbardziej pamięta swój pierwszy start w BUT w Beskidach. Bała się wtedy, czy da radę dobiec do mety w limicie czasowym. Wspomina także Ultra Janosika przy -15-stopniowym mrozie i pięknym słońcu, gdzie widoki były jak w bajce “Kraina lodu”. Zakochała się też w majowym UltraRoztoczu i chce tam wracać co roku. Pierwszą “setkę” pokonała na Jurajskim Festiwalu Biegowym, co na długo zostanie w jej pamięci. Tak samo jak przygoda podczas letniego Ultra Janosika. Bardzo lubi robić zdjęcia pasącym się na halach zwierzętom. Kiedy chciała “cyknąć” fotkę stadu owiec, nie zauważyła elektrycznego “pastucha”. Prąd, który ją poraził dodał jej mnóstwa energii i później biegła jak na skrzydłach.

 

Sukces dla Tatiany, to radzenie sobie z przeciwnościami losu, jakie czasem spotykają ją podczas biegu. Umie też wyciągać wnioski z niepowodzeń, tak jak podczas Tatra Fest, gdzie musiała zejść z trasy ze względu na niespodziewane osłabienie organizmu. Nauczyła się czerpać przyjemności z drobnych osiągnięć i każdego pokonanego kilometra.

 

– Wg mnie to nie puchary i medale są miarą sukcesu, choć oczywiście to miłe gadżety, które lubię – mówi Tatiana Frieze. – Najważniejsze jednak jest mieć cel i do niego w swoim tempie dążyć. Każdy swój start w zawodach uważam za sukces. Bieganie dla mnie to wolność, spotkanie z naturą, dotlenienie przed pracą, a także zwiedzanie. 

Share on facebook
Udostępnij
Share on twitter
Tweetnij
Share on linkedin
Udostępnij