Warszawski Scyzoryk

warszawski scyzoryk

– Zacząłem biegać tuż po tym, kiedy nauczyłem się chodzić – opowiada Radek Gozdek. – Całe dzieciństwo ganiałem za piłką. Niestety, w podstawówce nie było nauczyciela, który skierowałby mnie na trening LA, nawet kiedy w 6 klasie zającując koledze pobiłem rekord szkoły w biegu na 1 km. Potem na studiach w “Biegu Po Wiedzę” byłem pierwszy wśród osób nietrenujących LA. Unikałem systematycznego biegania, gdyż wiedziałem, że jak zacznę poważniej, to “wpadnę” i będzie bolało.

Później często grał w piłkę nożną. Kiedy jego szef, którego podczas meczów zawsze obiegiwał jak chciał, zrobił się szczuplejszy, to pojawiła się “groźba”, że to on będzie teraz dużo szybciej ganiał po boisku. Dlatego jesienią 2014 roku mając 41 lat zaczął truchtać z osiedlową grupą biegową. I tak biega do dziś. W pewnym momencie założył też profil na Facebooku publikując tam wszelakie treści związane z bieganiem i tematami dotyczącymi regeneracji oraz zdrowia. Nazwał go “Warszawski Scyzoryk”, bo  pochodzi z Kielc, a w Warszawie mieszka od 23 lat.

 

Twierdzi, że jego wrodzone cechy pomagają mu zarówno w organizacji biegania, jak i czasu pracy. Zawodowo zajmuje się programowaniem bazodanowym w dużej międzynarodowej firmie. Aktywność fizyczna wg niego ubogaca życie. Pogodzenie obowiązków rodzinnych, pracy i mocnego treningu to już jest spore wzywanie, ale dające mu wiele satysfakcji.

 

Biegacze sa fantastyczni

  – Biegający ludzie są fantastyczni, bardzo sobie cenię znajomości i przyjaźnie biegowe – mówi Radek Gozdek. – Mam szczęście do osób, z którymi przyjacielsko i zdrowo rywalizuję, co rozwija obie strony. Uważam też że ważna jest świadomość własnych możliwości. O ile mądre bieganie jest zdrowe, to trening na granicy już nie. Jednak pomimo kontuzji i ograniczeń na pewno jestem zdrowszy, niż gdybym nie biegał.

Do swoich osiągnięć Radek ma duży dystans, chociaż jest się czym pochwalić. Zdobył mistrzostwo Polski Weteranów w kat. M45 w półmaratonie i z przymrużeniem oka określa siebie ,,miszczem”. Jest też “vicemiszczem” osiedla na dystansie 10 km, a ten tytuł wybiegał na Białołęce. Na 5 km na trasie City Trail uzyskał 17’10” (2017), na 10 km – 34’57 (2019), w półmaratonie  01h16’34” (2018), a na królewskim dystansie 2h45’28” (2017), co było jego debiutem w maratonie. Obecnie biega 4 razy w tygodniu pokonując ok. 50 km. Nie wykonuje mocnych akcentów, bo powoli wychodzi z kontuzji.

Lubi biegać po Choszczówce na… wydmach. To dla niego przepiękne 6 km po leśnym i pagórkowatym terenie. Trenuje także w Lesie Bielańskim, gdzie buduje siłę biegową. Planuje wystartować na zawodach po Wydmie Falenickiej, kiedy tylko wróci do pełnej formy. Na mocny, szybki trening po szutrze poleca Młociny i trasę City Trail. Kiedy jest w rodzinnym mieście biega po kieleckich górach: Pierścienicy i Biesagu. Przebywając na Pomorzu u teściów, pokonuje trasę wzdłuż morza od Ustki do Poddębia.

Często wspomina start w zawodach, które odbyły się w Wieliszewie. Jak zwykle z nieba lał się żar. Radek był niezadowolony, bo bieg nie ułożył się po jego myśli. Nie dał rady wyprzedzić kolegi, z którym regularnie rywalizował i dlatego pokonywał ostatnie kilometry tylko na zaliczenie. Gdy zbliżył się do stadionu zobaczył kibiców oraz metę. Był bardzo zły i postanowił zrobić pompki (taki zwyczaj od zaprzyjaźnionej grupy Smashing pĄpkins). Tak zawsze postępuje, gdy czuje, że nie dał z siebie wszystkiego. Wtedy usłyszał jak spiker zawodów, znany dziennikarz Marcin Rosłoń, trochę zakłopotany mówi: “a teraz Warszawski Scyzoryk, hm, robi pompki. Tylko dlaczego przed metą?” Okazało się, że Radek za linię mety wziął cień drzewa, kilkanaście metrów przed tą prawdziwą. Teraz się z tego śmieje, ale wtedy nie było mu do śmiechu.

 

Poznaj biegaczki i biegaczy, o których piszemy na naszym portalu

 

Share on facebook
Udostępnij
Share on twitter
Tweetnij
Share on linkedin
Udostępnij