Zakrza biega – misja Wygrać Życie

zakrza biega

Kamil Wojtczak z Poznania, nazywany przez znajomych ,,Zakrza”, na bieganie został namówiony przez Macieja, swojego bliskiego sąsiada. Było to w 2014 roku. Jednak nie uprawiał tej aktywności systematycznie. Do regularnego biegania wrócił w następnym roku. Zapisał się do klubu Maratończyk Poznań i trenował korzystając z różnych metod. Wystartował też w swoich pierwszych zawodach.

 

– Bieganie pozwala mi się rozwijać jako człowiekowi – przekonuje. – Dzięki niemu cały czas uczę się czegoś nowego. O swoim ciele, własnych możliwościach, o sobie. Szczególną wartość mają dla mnie relacje międzyludzkie, które buduję dzięki tej aktywności. Środowisko biegowe jest bardzo otwarte i pozytywne. Mam biegowych znajomych w wielu klubach i grupach. To wspaniałe móc spotykać ich nie tylko na wydarzeniach biegowych. Cudownie jest dzielić tę radość i pasję. Bo bieganie to pasja, to życie.

 

Kamil postanowił prowadzić fanpage, żeby połączyć dwie pasje: pisanie, które narodziło się w czasach licealnych i bieganie. Najpierw drugi człon nazwy brzmiał ,”misja półmaraton”, a kiedy pokonał ten dystans zrodziła się “misja maraton”. Obecnie misją jest “wygrać życie”, co oznacza dla Kamila czerpanie z życia radości i satysfakcji. To także rozwijanie się jako biegacz, człowiek, pogłębianie obecnych znajomości, poznawanie nowych osób, zdobywanie doświadczeń, a przede wszystkim realizacja marzeń. Tak, żeby u schyłku swojej egzystencji powiedzieć: “zrealizowałem swoje cele, wygrałem życie”. Na profilu publikuje relacje z treningów, ze startów w zawodach i osobiste przemyślenia. Fanpage spełnia też rolę pamiętnika pełnego wielu rożnych emocji, gdzie może wyrażać siebie.

 

Kamil pracuje w dziale IT. Uważa, że dzięki bieganiu jest lepszym pracownikiem. Aktywność ta wyzwala w nim chęć rozwoju, budzi optymizm i pozytywną energię.

 

W tym roku startował w wielu zawodach na dystansach od 400 m w sztafecie, poprzez 1 milę, 5 i 10 km, półmaraton, aż do maratonu. Zaliczył też Runmageddon. Najbardziej jednak pokochał królewski dystans i na trenowaniu do takich zawodów zamierza się skupić. Za swój najlepszy start uważa Bieg Lwa, gdzie półmaraton ukończył z czasem 1:43:29. Jest dumny, że podjął trudy przygotowań do maratonu. Czasami nie chciał iść na trening z powodu zmęczenia, czy też niesprzyjającej pogody, a jednak wstawał z kanapy i robił robotę. Podczas samego biegu wytrzymał też psychicznie, gdy bolało całe ciało, czuł duży dyskomfort, a do mety było jeszcze daleko. 

 

Kamil mieszka na Dębcu (dzielnica Poznania), dlatego najczęściej biega w Lasku Dębińskim. Treningi klubowe i te z trenerem odbywa w okolicach Jeziora Rusałka i na stadionie Golęcin. Na dłuższe rozbiegania czasami wybiera Maltę. W przyszłym roku chciałby wziąć udział w dwóch maratonach i co najmniej czterech “połówkach”. Priorytetem jest Cracovia Maraton – bieg w ramach Korony Maratonów Polskich, którą zamierza zdobyć. W kwietniu startuje w półmaratonie berlińskim, a później chce zadebiutować w górach, czyli w Rzeźniczku oraz w Dolnośląskim Festiwalu Biegów Górskich w Lądku Zdroju.

 

W trakcie zawodów często przeżywa różne przygody. Podczas “Rekordowej Dziesiątki” prawie spóźnił się na start, bo nie wiedział gdzie jest depozyt. Później tak nadrabiał straty, że aż dogonił pacemakerów biegnących na 40 minut, mimo, że początkowo planował pobiec z tymi na 45. Z kolei w Berlinie przez 9,5 km biegł z rozwiązanym butem. Jego trener z uśmiechem stwierdza, że można by napisać książkę o tych błędach przedstartowych. Na szczęście Kamil potrafi wyciągać wnioski.

 

Zdjęcie: Daniel Musiał

Share on facebook
Udostępnij
Share on twitter
Tweetnij
Share on linkedin
Udostępnij